Ciąg dalszy karnawałowych specjałów , czyli faworki , czy też jak ktoś woli – chrust. W sumie do tego przepisu bardziej pasuje ta druga nazwa , bo to , co z niego wychodzi , jest bardzo lekkie i chrupiące. Faworki natomiast kojarzą mi się bardziej z grubszymi i raczej miękkimi ciasteczkami , takimi , którymi można się najeść (moja mama zawsze takie robiła , więc zapewne stąd mi się to wzięło) ;-)

Składniki:
- 2 szkl. maki

- 3 żółtka

- 4 łyżki śmietany

- 1 łyżka wody

- sok z 1/2 cytryny
- 1 łyżka cukru pudru

- szczypta soli

Wszystkie składniki wymieszać i dokładnie wyrobić. Ciasto dobrze zbić wałkiem i odstawić na 20 minut. Następnie bardzo cienko rozwałkować , pokroić w paski (nożem lub radełkiem) i poprzecinać na mniejsze kawałki. W środku każdego z nich zrobić nacięcie i przewlekać końce raz lub dwa. Smażyć w gorącym oleju na rumiano , wykładać na papierowy ręcznik do odsączenia i posypywać cukrem pudrem.