To taka niezwykła bagietka , która swym kształtem przypomina kłos pszenicy albo sękaty kij , a czasem nawet koronę – zależnie od sposobu formowania i tego , co nam wyobraźnia podpowie. Do wykonania tej bagietki używa się kawałka przefermentowanego ciasta na bagietki francuskie (dobrze wpływa ono na smak i strukturę chlebków). Oczywiście nie trzeba dodatkowo piec bagietek francuskich , jeśli nie mamy tego w planach. Ja skorzystałam z przepisu na starter do Pain Polka i podzieliłam go na połowę (jedną część zamroziłam i będę miała gotowy zaczątek na następny raz). A jeśli chodzi o formowanie ciasta , to trochę kombinowałam i dosłownie w ostatniej chwili zmieniłam koncepcję (miała być na początku prostsza wersja) i nie do końca wyszło mi tak , jak planowałam. W każdym razie bagietki były naprawdę smaczne i miały wspaniale chrupiącą skórkę :-)

P.S. Epi najlepsze są , tak jak i większość pieczywa , bardzo świeże , więc jeśli nie mamy za bardzo z kim się nimi podzielić i z góry wiemy , że część zostanie na drugi dzień , to warto pozostawiony kawałek zamrozić – po rozmrożeniu będzie prawie tak samo dobry jak świeży , z tą tylko różnicą , że już niechrupiący.


Składniki:

- 7 g świeżych drożdży (dałam 1 łyżeczkę suszonych)
- 275 ml letniej wody
- 115 g 6-10 -godzinnego surowego ciasta na bagietki francuskie (użyłam połowę zaczątka z tego przepisu , resztę zamroziłam)
- 225 g białej mąki chlebowej
- 75 g delikatnej mąki francuskiej (tortowa będzie odpowiednia , choć ja dałam zwykłą pszenną)
- 1 łyżeczka soli

Drożdże wymieszać z wodą. Ciasto bagietkowe włożyć do dużej miski , porozrywać na małe kawałki i wymieszać z odrobiną rozpuszczonych drożdży , żeby rozmiękło. Dodać trochę mąki , wymieszać , a następnie dodawać po trochu , na przemian , wymieszane ze sobą obydwie mąki oraz wodę z drożdżami – mieszać , aż składniki dobrze się połączą. Na koniec ciasto posypać solą , zagnieść , przenieść na posypaną mąką stolnicę i wyrabiać ok. 5 minut (aż będzie gładkie i elastyczne). Włożyć do lekko naoliwionej miski , przykryć naoliwioną folią i zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na ok. 1 godzinę. Odgazować (uderzyć kilkakrotnie pięścią) , przykryć ponownie folią i pozostawić do wyrośnięcia na kolejną godzinę.
Następnie ciasto podzielić na dwie części (na posypanej mąką stolnicy), każdą z nich rozciągać i rolować formując bagietkę. Jeśli trzeba , robić w międzyczasie kilkuminutowe przerwy , żeby uniknąć rozerwania ciasta. Czystą ściereczkę posypać mąką i uformować z niej „rynienki”. Pomiędzy fałdy włożyć bagietki (ja zawsze mam problem z przenoszeniem wyrośniętych bagietek na blachę , dlatego układam je do wyrośnięcia od razu na posypanej mąką blasze) , przykryć folią i zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na 30 minut.
W międzyczasie nagrzać piekarnik do 230 st.C. Używając nożyc nacinać bagietki mniej więcej w 5 – centymetrowych odstępach naprzemiennie (tak , żeby nacięcia z obydwu boków nie były naprzeciwko siebie) na głębokość do połowy bagietki. Delikatnie rozciągnąć każdą bagietkę tak , żeby nacięcia były bardziej widoczne. Przenieść na posypaną mąką blachę i piec 20 minut , do zrumienienia. Wnętrze piekarnika spryskać wodą 2-3 razy w ciągu pierwszych pięciu minut pieczenia.

Uwagi:
Bagietki można formować także w inny sposób (powyżej podałam najprostszy). Jeśli ktoś ma ochotę „pobawić się” można uformować takie kłosopodobne bagietki albo „koronę” , ale nie jestem pewna jak ona ma dokładnie wyglądać , bo nie było do niej instrukcji , ani zdjęć ;-)

Bagietki tuż przed nacinaniem:
W trakcie nacinania (u góry wersja prostsza , tyle , że powinna być trochę rozciągnięta wzdłuż , ale nie miałam już na to miejsca):
W zbliżeniu:Gotowe do pieczenia:I już po…