Zastanawiałam się , czy w ogóle podawać ten przepis. No , ale skoro już upiekłam to ciasto , to dlaczego nie – choćby jako ciekawostkę. Przypomniałam sobie o swojej „Kuchni polskiej” , z której tak naprawdę właściwie nie korzystam , i trafiłam tam właśnie na krajankę biszkoptową. Wiedziałam , że nie będzie to nic nadzwyczajnego , bo też i nie miało być – ot , takie tam małe co nieco , ale jednak liczyłam na coś więcej. A przy okazji… Czy to naprawdę tak ciężko podać czasem kilka szczegółów , jak na przykład wielkość blachy , czas pieczenia , temperatura ? Oczywiście można to sobie samemu wykalkulować , ale osobiście nie cierpię zastanawiać się: czy tak będzie dobrze , czy może lepiej zrobić trochę inaczej , a potem , jak coś wyjdzie nie po mojej myśli: chyba jednak trzeba było inaczej… I tak dopiero metodą prób i błędów dochodzę do tego , jak to powinno właściwie być. A można było przecież zrobić tak od razu za pierwszym razem , wystarczył tylko jasny przepis.
Skoro już poruszyłam ten temat , to najbardziej „lubię” takie receptury , które pomimo , że są niezwykle szczegółowe , z instrukcją obrazkową , to trzymając się ich , nigdy w życiu nie wyjdzie to , co na zdjęciach , po prostu nie ma takiej możliwości (dlatego też wiele przepisów z gazetek „Ciasta domowe” muszę przerabiać i dopasowywać po swojemu).

Uff… ale mnie naszło , ale wracając do krajanki. Tu nie było nad czym wiele się zastanawiać , bo i tak nic lepszego z tego by nie wyszło :-)) Spód był trochę za twardy (zmiękł dopiero po dwóch dniach) , a rodzynek było tyle , co kot napłakał , ale nawet gdybym dodała więcej , to ich smak „utonąłby” w dżemie.
No cóż , zawsze to jakaś słodka przekąska na deser ;-)

Biszkopt:
- 4 jaja
- 20 dag cukru pudru
- 4 łyżki wrzącej wody
- 1 łyżka octu (3 %)
- 20 dag mąki
- aromat waniliowy
- 5 dag rodzynków

Jaja ubić z cukrem na gęstą , pulchną masę (według przepisu należy to robić na parze , ale można to sobie darować). Gdy masa zgęstnieje , wlać cienkim strumieniem wrzącą wodę z octem, ciągle ubijając. Wymieszać delikatnie z mąką , wanilią i rodzynkami (opłukanymi i wysuszonymi). Masę wyłożyć na blachę (u mnie 23 x 33 cm) wyścieloną pergaminem i równo rozsmarować. Piec w temperaturze ok. 200 st.C. na jasnozłoty kolor (20 – 30 minut).

Ciasto kruche:
- 15 dag mąki (dałam trochę więcej)
- 7 dag tłuszczu
- 5 dag cukru pudru
- 1 jajko
- 2-3 łyżki śmietany

Dodatkowo:
- ok. 20 dag marmolady lub kwaśnego dżemu do przełożenia

Mąkę przesiać z cukrem pudrem i posiekać z margaryną. Dodać resztę składników , zagnieść ciasto i włożyć do lodówki na 30 minut. Następnie rozwałkować i wyłożyć do blachy (tej samej wielkości , co biszkopt) i upiec na złoty kolor.
Ostudzone ciasto kruche posmarować rozrzedzoną marmoladą (lub dżemem) przykryć biszkoptem , z góry przycisnąć deseczką. Po jakimś czasie (najlepiej dopiero następnego dnia , wtedy kruche ciasto nieco zmięknie) pokroić na kwadraty.