Co powiecie na jeszcze jedną babkę ? Macie już dość (tak, jak mój m-żonek ;-), czy jest zapotrzebowanie na tego typu przepisy ? 
Tak, czy siak, dzisiaj przedstawiam Wam babkę mateczki. Dlaczego mateczki ? Nie wiem, ale pod taką właśnie nazwą znalazłam ją w książeczce poradnika domowego. To rodzaj biszkoptowej, bardzo puszystej babeczki, zaparzanej gorącą margaryną lub masłem, jeśli wolicie. Trochę wilgotna, a jednocześnie lekko piaskowa i delikatna.
Specjalnie na życzenie m-żonka dodałam do niej trochę rodzynków, chociaż wiedziałam, że to nie jest najlepszy pomysł i… wszystkie opadły na dno. Stąd też taki nierówny wierzch, ale Wam na pewno wyjdzie idealnie, tylko dobrze wysmarujcie formę tłuszczem i posypcie tartą bułką.


Składniki:
- 1 szkl. cukru
- 4 duże lub 5 małych jaj
- 1 szkl. mąki pszennej
- 1/2 szkl. mąki ziemniaczanej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 op. cukru waniliowego
- 250 g margaryny (lub masła)
- skórka starta z 1 cytryny (zamiast niej dodałam odrobinę ekstraktu migdałowego)

Jajka ubić z cukrem na jasną, puszystą masę. Dodać mąki przesiane z proszkiem do pieczenia oraz cukier waniliowy. Ubijać dalej na małych obrotach do połączenia się składników. Margarynę (masło) rozpuścić i gorącą wlewać powoli do ciasta, ciągle ubijając. Na koniec dodać skórkę z cytryny lub ekstrakt migdałowy. Ciasto wyłożyć do natłuszczonej i wysypanej tartą bułką formy babkowej (ok. 26 cm średnicy) i piec w temp. 180 st.C (z termoobiegiem w 160 st.C) przez 45-50 minut.
Po wystygnięciu posypać cukrem pudrem.