Małe co nieco

Trdelnik (trdlo)

 

Trdelnik2

Trdelnik to wypiek pochodzący ze Słowacji, popularny także w Czechach oraz na Węgrzech. 
Robi się go z cienkich pasków ciasta drożdżowego, obtaczanych w posypce cukrowo-cynamonowej i zapieczonych na chrupiąco. Najlepsze podawane na ciepło.
 
Zanim jednak zabierzemy się za przygotowanie ciasta, proponuję najpierw postarać się o foremki. Można kupić w sklepie (takie jak tutaj) albo zrobić samemu. Ja wykorzystałam tekturowe rolki po ręcznikach papierowych i owinęłam je folią aluminiową. Jeżeli folia jest wystarczająco sztywna, to można nawet zrezygnować z tekturowych rurek, a rolki formować na wałku.
Po przepis zapraszam tutaj.

Brownie z winem

 

Brownie z winem2

 

Brownie, czyli coś zwłaszcza dla wielbicieli czekolady. Ich nie muszę specjalnie przekonywać jakie to dobre ciacho ;-) A pozostałych zachęcam do wypróbowania. Jest idealne, kiedy mamy ochotę na małe, słodkie co nieco.

 

Brownie z winem

 

Składniki:
- 60 ml wina (użyłam Barefoot Merlot – półwytrawne)
- 120 g gorzkiej czekolady
- 100 g masła
- 2 duże jajka
- 150 g cukru
- 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
- 60 g mąki
- 40 g kakao
- 1 łyżeczka soli (dałam pół)

Masło pokroić na małe kawałeczki i razem z połamaną czekoladą rozpuścić w małym rondelku (najlepiej wstawić go do garnka z gorącą wodą) i dokładnie wymieszać na gładką masę.
Lekko przestudzić i dodać wino.
Wbić całe jajka, po czym dokładnie wymieszać.
Dodać cukier i wanilię, ponownie dokładnie wymieszać.
Na koniec wsypać przesianą mąkę, kakao i sól. Wymieszać do uzyskania gładkiej masy.
Ciasto przelać do wyścielonej pergaminem blachy (użyłam 23 x 33 cm, ale może być nieco mniejsza).
Piec w temperaturze 180 st.C przez 25 minut.
Po wystygnięciu oblać polewą czekoladową.

Polewa:
- 60 g czekolady deserowej
- 1 łyżka masła
- 2 łyżki wina

Połamaną czekoladę rozpuścić z masłem (w ten sam sposób, jak do ciasta), a następnie wymieszać z winem.

Przepis udostępniła  firma Barefoot.

 
Brownie z winem1

Ptysie

Ptysie

 Jak już wspomniałam na FB, Nowy Rok rozpoczęłam ptysiami. Ptysie jak ptysie, ale koniecznie chciałam zrobić do nich masę z zaparzanej piany, mając nadzieję, że wyjdzie mi smak przypominający ten z dzieciństwa. W starym notatniku znalazłam „skrócony” przepis. Kiedyś większość z nich była podawana w takiej formie – bez czasu i temperatury pieczenia oraz innych szczegółów (co nieraz doprowadzało mnie do szału ;-) , ale spodobało mi się w nim to, że białek nie trzeba było tak długo ubijać, jak podawały inne źródła. Wydawało mi się, że gorący syrop jest wystarczający do zaparzenia białek i nie trzeba ich dodatkowo ubijać na parze. Błąd. Nie idźcie na łatwiznę (tak, jak ja ;-) Masa wyjdzie i owszem, ale będzie daleka od ideału. Trzeba ubijać na parze i to długo. 
Poniżej podałam przepis już we właściwej formie.

Jeżeli pozostały Wam jeszcze białka po świątecznych wypiekach, to jest to kolejny pomysł na ich spożytkowanie (niestety pracochłonny). A jeśli nie, to i tak zachęcam Was do upieczenia ptysiów, choćby z bitą śmietaną – to chyba najprostsze nadzienie na świecie ;-)

Składniki:
- 1 szkl. (250 ml) wody
- 80 g masła
- szczypta soli
- 160 g mąki
- 4 duże lub 5 małych jajek

Wodę zagotować z masłem i solą. Płomień zmniejszyć do minimum, po czym wsypać mąkę i dokładnie wymieszać (najlepiej drewnianą łyżką), rozcierając grudki. Masa powinna zrobić się gładka, lśniąca i uformować się w kulę. Odstawić z ognia i trochę przestudzić. Następnie ciasto przełożyć do miski i miksując dodawać po jednym jajku (przed dodaniem ostatniego jajka przyjrzeć się ciastu, czy jest to jajko potrzebne ;-) Ciasto ma być na tyle gęste, żeby nie rozlewało się na blasze i w miarę trzymało kształt, ale jednocześnie, żeby nie było zbyt gęste – bez problemu powinno dać się wyciskać przez rękaw cukierniczy (choć nie musimy go używać). Ciasto miksować do momentu, aż całkowicie wystygnie.
Na lekko natłuszczonej blasze (jeżeli jest możliwość pieczenia na dwóch poziomach, to przygotowujemy od razu dwie blachy) nakładać łyżką ciasto lub wyciskać przez rękaw cukierniczy z dużym otworem (najlepiej w kształcie gwiazdki), w dość dużych odstępach. Ilość ciasta na jednego ptysia odpowiada mniej więcej objętości małego jabłka.
Ptysie piec w temperaturze 200 st.C przez 20-30 minut. Ważne, żeby przez pierwsze 10-15 minut nie otwierać piekarnika, bo ciastka opadną. Dotyczy to zresztą większości wypieków, ale ptysie są wyjątkowo wrażliwe ;-)
Studzić na kratce kuchennej, po czym przekrajać i napełniać masą piankową. Przed podaniem można posypać cukrem pudrem.

Masa piankowa:
- 300 g cukru
- 1 szkl. wody
- 1/2 łyżeczki octu
- 5 białek
- kilka kropli olejku waniliowego, śmietankowego lub cytrynowego
- sok z cytryny do smaku

Z wody, cukru i octu ugotować syrop „do nitki”, czyli gotować na małym ogniu do momentu, aż syrop nie będzie skapywał z łyżki, tylko za spadającą kroplą będzie ciągnęła się „niteczka” (gdybyśmy przegapili ten moment i masa zacznie nam się cukrzyć, można ją uratować dodając odrobinę wody).
W międzyczasie ubić pianę z białek (nie całkiem na sztywno). Cienkim strumieniem wlewać gorący syrop, ciągle ubijając. Następnie miskę z pianą postawić na garnku z gorącą wodą i ubijać na parze przez 20-30 minut, aż masa zgęstnieje. Zestawić z garnka, dodać olejek zapachowy i sok z cytryny (wedle uznania). Dalej ubijać, aż masa wystygnie. Można to przyśpieszyć wstawiając miskę do drugiego, większego naczynia tym razem z zimną wodą.

Uwagi:
Do ciasta można dodać 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia. Nie jest on konieczny, ale jeżeli ktoś ma obawy (tak jak w przypadku np. biszkoptu bez proszku), to odrobina nie zaszkodzi.

Masa piankowa jest dosyć pracochłonna. Można ją zastąpić kremem budyniowym lub po prostu bitą śmietaną.

Bajaderki

Bajaderki


Nie są to typowe bajaderki z resztek ciast – zamiast nich dodaje się tutaj herbatniki. Poza tym jest to wersja „kulkowa” , czyli nie ciasto , a trufelki. Podejrzewam , że autorka przepisu , Mała_Mi , formowała dosyć duże kule , bo wyszło ich tylko dwanaście , a u mnie dwa razy tyle ;-) Bardzo smaczne drobiazgi , brakowało mi w nich tylko orzechów (zamiast tak dużej ilości rodzynek , którą i tak zmniejszyłam). To oczywiście kwestia gustu – jedni mają alergię na orzechy , inni nie lubią rodzynek. Z jednego i drugiego zawsze można zrezygnować ;-)

Składniki:
- 300 g herbatników typu „petit beurre
- 200 g rodzynek (dałam 150 g , ale następnym razem dałabym jeszcze mniej , a resztę zastąpiłabym posiekanymi orzechami)
- 200 g dżemu truskawkowego lub wiśniowego
- 100 ml mleka
- 100 g masła
- 100-125 g cukru
- 4 czubate łyżeczki ciemnego kakao
- 3-4 krople aromatu rumowego
- wiórki kokosowe (u mnie podpieczone i zmielone orzechy laskowe wymieszane ze zmielonymi herbatnikami)

Herbatniki dokładnie rozkruszyć (zetrzeć lub zmielić).
W rondlu rozpuścić w mleku masło, dodać cukier, rodzynki, dżem, kakao i aromat.Dodać pokruszone herbatniki, dokładnie wymieszać i wystudzić.Z masy formować w dłoniach kule wielkości dużej moreli i obtaczać je w wiórkach kokosowych.Wstawić do lodówki.

Z tej proporcji wychodzi 12 dużych bajaderek (u mnie 24 mniejsze).

Brigadeiro2

Brigadeiro


Słodkie kuleczki rodem z Brazylii. W smaku najbardziej przypominają mi… „krówki” , tyle , że kakaowe ;-) Skorzystałam z przepisu znalezionego na tym blogu , ale następnym razem wypróbowałabym inną wersję , z dodatkiem kakao zamiast „Nesquicka” , bo (w przeciwieństwie do tego drugiego) nie jest ono słodzone , a deserek i tak jest bardzo słodki za sprawą skondensowanego mleka.


Składniki:
- 1 puszka słodzonego mleka skondensowanego
- 150 g „Nesquicka” (albo zamiast tego , w innej wersji: 3 łyżki kakao + 1 łyżka masła)
- czekoladowa posypka do obtaczania

Składniki wymieszać w garnuszku i podgrzewać często mieszając. Gotować na małym ogniu do momentu , aż masa trochę zgęstnieje (uwaga: łatwo się przypala) , a podczas mieszania będzie widać dno garnka (kilkanaście minut). Gotową masę przelać do talerza (można go wcześniej wysmarować masłem) i przestudzić na tyle , żeby nie była gorąca. Nabierać łyżeczką i formować kulki w natłuszczonych masłem dłoniach. Obtaczać w posypce czekoladowej i układać w malutkich papilotkach.

 

Serniczki2

Mini-serniczki z owocami


To już czwarty wypiek z ciastem fillo i jeszcze nie mogę go skończyć (wciąż zostało kilka arkuszy do wykorzystania). Zainspirowana poniekąd sernikiem z chałwą , postanowiłam zrobić takie oto mini-serniczki. Lekkie serowo-owocowe w chrupiących gniazdkach z ciasta fillo. Po wystygnięciu zrobiły się w nich na środku dołki , które aż się prosiły , żeby napełnić je bitą śmietaną – pycha ! :-)


Składniki na 12 sztuk:
- 2 x 4 arkusze ciasta ‚phyllo’ (fillo)
- 3-4 łyżki rozpuszczonego masła

- 300 g tłustego sera białego
- ok. 4 łyżki cukru (do smaku)
- 2 jajka
- 1/2 szkl. słodkiej śmietanki
- 1 łyżeczka soku z cytryny
- odrobina ekstraktu waniliowego (lub dowolnego aromatu)
- owoce (truskawki , wiśnie , maliny…)
- ew. bita śmietana do dekoracji

Jeden arkusz ciasta fillo posmarować masłem , przykryć drugim arkuszem , znowu posmarować , potem trzeci tak samo i czwartym przykryć całość (już nie smarować). Tak przygotowane ciasto pokroić na 6 kwadratów i włożyć do foremek muffinkowych , dociskając do dna i boków (wystające rogi zostawić). W ten sam sposób przygotwać kolejną porcję ciasta i włożyć do pozostałych sześciu foremek.
Zmielony ser utrzeć z cukrem i żółtkami , dodać sok cytrynowy i ekstrakt waniliowy. Na koniec wymieszać z ubitą pianą z białek i śmietanką (też ubitą). Masę serową rozłożyć do 12 foremek z ciastem , na wierzchu poukładać pokrojone owoce (nie za dużo). Piec w temp. 180 st.C przez ok. 30 minut.
Po ostudzeniu serniczki prawdopodobnie zapadną się na środku – powstałe dołki można udekorować bitą śmietaną.

SONY DSC

Semifreddo z truskawkami


Miałam ochotę zrobić domowe lody , ale chciałam , żeby smakowały tak , jak ze sklepu (mam tu na myśli głównie ich konsystencję) , a nie jak sorbet. Bez maszynki do lodów wydawało się to raczej trudne , wręcz niemożliwe do wykonania. Nigdy wcześniej nie jadłam semifreddo z prawdziwego zdarzenia , a skoro miało być „na wpół zamrożone”, a nie „na kamień”, to postanowiłam spróbować tego lodowego deseru. Skorzystałam z przepisu Olgi Smile i okazał się on strzałem w dziesiątkę. Przypominał mi w smaku moje ulubione lody „Śnieżki” , tylko jeszcze dodatkowo z truskawkami i bezami – rewelacja!


Składniki:
- 400 ml śmietany 36%
- 3 jajka
- 100 ml cukru
- 1 szklanka truskawek
- 1 łyżka masła
- odrobina pieprzu (pominęłam)
- kilka bez

Truskawki umyć, podzielić na ćwiartki i wrzucić na rozgrzaną patelnię z masłem. Smażyć kilka minut na dużym ogniu, aby owoce zmiękły , a z soku wytworzył się sos. Doprawić odrobiną pieprzu (tę czynność pominęłam).
W trzech miskach ubić oddzielnie: śmietanę na sztywno, żółtka z cukrem , białka. Delikatnie połączyć wszystkie trzy masy starając się, aby nie uciekły bąbelki powietrza, dzięki temu masa będzie lekka. Dodać pokruszone bezy i podsmażone , schłodzone truskawki. Kilka razy zamieszać masę łyżką , żeby powstały smugi. Przełożyć do wyścielonej folią spożywczą formy i wstawić do zamrażarki. Po około 4 godzinach semifreddo powinno być gotowe. Przed podaniem wyjąć z zamrażarki na kilka minut , aby zmiękło i dało się łatwo kroić.

Flapjack2

Flapjack


W końcu i ja musiałam tego spróbować. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam tę nazwę , to skojarzyła mi się ona z jakimś drinkiem. A okazało się , że chodzi o krajankę z płatków owsianych. Niektórzy za nią przepadają , inni nie za bardzo. Ja miałam mieszane odczucia , bo z jednej strony krajanka jest strasznie słodka – jednym kawałkiem można zaspokoić swój apetyt na słodycze na cały dzień , a po dwóch zaczyna już mdlić , a do tego jest jak dla mnie za tłusta (następnym razem zmniejszyłabym ilość masła) , to z drugiej strony , nie można się powstrzymać , żeby nie sięgnąć po ten drugi kawałek. To na pewno przez te płatki owsiane , które jak wiadomo są bardzo zdrowe ;-)
Przepis znaleziony u cuda.wianki , wielbicielki tejże krajanki :-)

Składniki:
- 500 g płatków owsianych
- 300 g masła
- 4 łyżeczki ‚golden syrup’ (u mnie syrop kukurydziany)
- 1/2 puszki słodzonego mleka skondensowanego
- 245 g jasnego brązowego cukru (najlepiej muscavado)

W rondelku na małym gazie podgrzewać masło, dodając cukier i ‚golden syrup’ (cały czas mieszać łyżką , aż do rozpuszczenia się składników). Jeśli masa zacznie się gotować , zdjąć z ognia i dalej mieszać. Po uzyskaniu jednolitej masy dodać mleko skondensowane. Następnie wsypywać stopniowo płatki owsiane i dobrze wymieszać.
Gotową masę przełożyć do wyścielonej papierem do pieczenia formy (ok. 21 x 21 cm). Rozsmarować szerokim nożem , starając się nie ugniatać. Piec 20-25 minut w 160 st.C. Wyjąć z piekarnika , studzić przez jakieś 10 minut, a następnie pokroić w kwadraty. Ostudzić całkowicie na kratce kuchennej.

 

festivaldynibanner09

Zdrowe kwadraciki dyniowe

To już moja ostatnia propozycja do Festiwalu Dyni. Nie mogłam odpuścić przepisu z dodatkiem jednego z moich ulubionych składników , czyli kokosu , i musiałam spróbować jak smakuje połączenie go z dynią. Kokosu było jednak niewiele i był mało wyczuwalny , ale ogólnie ciasto bardzo smaczne. A do tego jakie zdrowe ! Z mąką pełnoziarnistą , płatkami owsianymi i bez grama tłuszczu. Jeśli ktoś chce , to może też dodatkowo ograniczyć ilość cukru , ale mnie aż tak bardzo na tym nie zależało , więc dosypałam go nawet trochę więcej ;-)
Przepis pochodzi z
tej strony.

Składniki:
- 2/3 szkl. cukru (dałam 1 szkl.)
- 1/2 szkl. musu jabłkowego
- 1 jajko
- 1 puszka puree dyniowego (425 g)
- 1 szkl. mąki pszennej pełnoziarnistej
- 3/4 szkl. płatków owsianych , błyskawicznych
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/2 łyżeczki sody
- 1 łyżeczka mielonych goździków (dałam mniej)
- 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
- 1/2 szkl. siekanych orzechów włoskich
- 1/4-1/2 szkl. wiórków kokosowych

Wymieszać razem cukier , mus jabłkowy , jajko i puree z dyni. Dodać mąkę , płatki owsiane , proszek do pieczenia , sodę , przyprawy i orzechy. Wyłożyć na lekko natłuszczoną blachę (23 x 33 cm) i równo rozsmarować. Wierzch posypać wiórkami kokosowymi. Piec w temp. 180 st.C przez 25-35 minut. Po całkowitym ostudzeniu pokroić w kwadraty.

sezon_truskawkowy_2009-d

Terrine z białej czekolady

Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że jest to pierwszy przepis na tym blogu na deser mrożony. Może kiedyś sprawię sobie maszynkę do lodów , to wtedy będzie ich więcej ;-) A wracając do przepisu. Nie wiem , czy jest odpowiednik w języku polskim słowa „terrine”. To taka mrożonka (w tym przypadku na słodko , choć może być też wytrawna) , przypominająca lody , ale bardziej kremowa i czekoladowa niż lodowa , zdecydowanie słodka , więc doskonale komponująca się z kwaskowymi truskawkami i musem owocowym. Przepis pochodzi z książki „Chocolate box”.
P.S. Co prawda truskawki to tylko dodatek , ale jak dla mnie nieodzowny , dlatego też przepis dołączam do „Sezonu truskawkowego”.

Składniki:
- 2 łyżki cukru
- 5 łyżek wody
- 280 g białej czekolady
- 3 jajka
- 1 i 1/4 szkl. słodkiej śmietanki

Dodatkowo:
- mus owocowy (u mnie zmiksowane truskawki z cukrem)
- truskawki

Wodę z cukrem podgrzewać w garnuszku na małym ogniu , mieszając do rozpuszczenia się cukru i zagotowania. Gotować 1-2 minuty , aż będzie miało konsystencję syropu. Zdjąć z ognia.
Czekoladę połamać na małe kawałeczki i wymieszać z syropem do połączenia się składników. Lekko ostudzić. Wbić żółtka , dokładnie wymieszać i ostudzić całkowicie.
Śmietankę lekko ubić (do momentu , gdy tylko zacznie trzymać kształt) i wymieszać z masą czekoladową. Następnie ubić białka i też dodać do masy czekoladowej. Wszystko razem dokładnie wymieszać i wylać do małej formy skrzynkowej wyłożonej folią spożywczą. Wstawić do zamrażalnika na całą noc. Wyjąć kilka minut przed podaniem , kroić w plastry , podawać z musem owocowym i truskawkami.