Testowanie itp.

mieszacz

Gadżety kuchenne od Tchibo.

W ramach współpracy z Tchibo otrzymałam kilka produktów do wypróbowania. Między innymi:


Mieszacz do ciasta. Bardzo przydatny podczas przygotowywania ciasta kruchego. 
Do tej pory używałam „łopatki” z jednym ostrzem.


Silikonowy cedzak. Zazwyczaj durszlaki zajmują dużo miejsca w szafce, ale nie ten, bo jest składany :-)


Silikonowe miarki. Nietłukące, wygodne i dosyć stabilne, pomimo, że wykonane z gumowatego tworzywa. Na obrzeżu jest zatopiony drut, który dodatkowo usztywnia kubki. W jednym miejscu jest przerwa i można zrobić „dzióbek” – przydatny podczas nalewania płynów.
Na mojej starej miarce już prawie wytarły się literki i cyferki, więc nowe będą jak znalazł ;-)

Pojemnik na cukier puder. Może nie jest to coś niezbędnego w kuchni, ale wygodnego – to pojemnik i sitko w jednym ;-)

I na koniec trzepaczka. Żeby nie było, że wszystko tylko chwalę… ;-)  Trzepaczka nie przypadła mi do gustu. Przede wszystkim jest zbyt duża i nieporęczna. Może do ubijania dużej ilości białek, czy śmietany lub przygotowania wielkiej miski ciasta naleśnikowego będzie dobra ;-) Ja wolałabym jednak żeby była mniejsza. Do większych ilości i tak używam miksera.

Powyższe produkty do kupienia w sklepach Tchibo. Pochodzą one z kolekcji „Słodki świat wypieków”, w której można znaleźć jeszcze inne fajne produkty. Nie napisałam o wszystkich, jakie dostałam, bo czekają na przetestowanie ;-)

SONY DSC

Co pysznego można z kokosa wyczarować ?

Jakiś czas temu dostałam pewną przesyłkę, której w ogóle się nie spodziewałam. Było w niej pudełko z takim właśnie pytaniem na wieczku:

W środku był…
I żadnych wskazówek od kogo ów prezent mógłby być.

Była to dla mnie miła niespodzianka i jako wielbicielka kokosowych smaków pomyślałam sobie, że ktoś nie mógł lepiej trafić w gust ;-)  W sumie przez kilka dni (oczywiście nie bez przerwy, tylko w wolnych chwilach ;-) przeglądałam różne przepisy i zastanawiałam się do czego wykorzystam to, co dostałam. Bo chociaż z wiórkami kokosowymi piekłam już sporo ciast, to ze świeżym kokosem jeszcze nie miałam do czynienia. Właściwie to nie wiem dlaczego, bo swego czasu zewsząd otaczały mnie kokosy… W każdym razie teraz miałam „twardy orzech do zgryzienia” – w podwójnym znaczeniu. Po pierwsze chciałam znaleźć odpowiedni przepis, a po drugie musiałam dostać się do środka skorupy. Jak się okazało, ani jedno, ani drugie nie było wcale aż takie trudne (choć rozłupywanie kokosa wymagało użycia kilku narzędzi ;-) 

 Przepis też się znalazł, ale o tym będzie w następnym poście. 
A w międzyczasie ujawnił się mój ofiarodawca przesyłając kolejną paczkę…

 No po prostu rozkosz dla podniebienia :-) Za obydwie przesyłki dziękuję firmie Wawel.

SONY DSC

Ciasto „Trójniak”

 Wiem, że krąży po sieci przepis na podobne ciasto, tyle tylko, że z dodatkiem czwartego koloru. Musi  trochę poczekać na swoją kolejkę ;-) A póki co zapraszam na „trójniaka”. Ostatnio piekłam go jeszcze przed założeniem bloga i sama nie wiem dlaczego dopiero teraz do niego wracam. Ciasto bardzo mi smakowało. Poza tym ładnie wygląda, a przez dodatek maku szczególnie „pasuje” do świątecznego stołu.
Przepis pochodzi z książeczki „Poradnika domowego”.
  
Składniki:
- 2 szkl. mąki + 1 łyżka
- 250 g masła
- 8 łyżek oleju
- 5 jajek
- 1 szkl. cukru
- 1 łyżeczka octu
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 łyżka kakao
- 1/2 szkl. maku
- 1 łyżeczka aromatu waniliowego

Masło utrzeć z cukrem i żółtkami na puszystą masę. Dodać ocet, olej i aromat waniliowy. Następnie dosypywać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, ciągle ucierając. Na koniec dodać pianę ubitą z białek i delikatnie wymieszać łyżką.
Ciasto podzielić na 3 równe części: do jednej dodać łyżkę mąki, do drugiej kakao, a do trzeciej mak. Do natłuszczonej formy (u mnie tortownica 26 cm) wyłożyć najpierw jasne ciasto, potem kakaowe, a na końcu makowe. Piec w 180 st.C przez około 50 minut. Po wystygnięciu ciasto posypać cukrem pudrem lub oblać polewą. 

 Do pieczenia użyłam tortownicy, którą otrzymałam do przetestowania od firmy Tchibo. Ciasto upiekło się dobrze, nie było problemów z wyjęciem go z formy, która ma faliste dno i nie przywiera tak łatwo. Za to łatwo daje się umyć ;-) Okazało się też, że po wlaniu wody do tortownicy nie wyciekła ani kropla. Być może resztki ciasta, które zapiekły się w rąbku dodatkowo ją uszczelniły, ale i tak uważam, że pod tym względem jest naprawdę dobra. Ciekawa jestem tylko jak długo wytrzyma, bo do tej pory udało mi się kupić tylko jedną taką, z której byłam naprawdę zadowolona. Mam nadzieję, że ta będzie druga, ale przekonam się o tym dopiero po kilku lub kilkunastu wypiekach ;-)

                                                                        
maszyna-do-chleba

Testowanie – maszyna do pieczenia chleba

Dla niektórych z Was to zapewne żadna nowość , a dla mnie i owszem :-) Taka maszyna do pieczenia chleba marzyła mi się już od jakiegoś czasu , ale powoli traciłam nadzieję , że będę mogła ją sobie kupić. Aż tu pewnego dnia dostałam propozycję przetestowania takiej oto maszyny. 

 Jak to się mówi , „najtrudniejszy pierwszy krok” , bo choć maszyna zrobi wszystko za nas , to najpierw trzeba się z nią oswoić i zapoznać z jej działaniem. To też zajmuje trochę czasu , dlatego przetestowanie urządzenia odwlekałam w czasie (chyba już tradycyjnie). Za to teraz czuję , że stanie się ono moim najlepszym pomocnikiem kuchennym :-) W ramach testowania upiekłam w niej chleb. Taki zwykły drożdżowy , bardziej przypominający bułkę , ale zrobiony praktycznie bez mojej pomocy. Wrzuciłam tylko wszystkie składniki do maszyny , a resztę już zrobiła ona sama. Co prawda taka maszyna niezbyt nadaje się do wypieku chleba na zakwasie (a takie interesują mnie najbardziej) , ale podobno jest to możliwe i zamierzam się tego wcześniej , czy później dowiedzieć i przekonać osobiście. Myślę , że chleb na samym zakwasie w maszynie na pewno nie wyjdzie z uwagi na bardzo długi czas wyrastania , ale z dodatkiem drożdży czemu nie ? 
Przetestowałam też maszynę do samego wyrabiania ciasta. Również wrzuciłam składniki do środka , maszyna wszystko wymieszała , wyrobiła , odpowiednio podgrzała , żeby ciasto urosło (to było jeszcze podczas tych chłodniejszych dni ;-) i gotowe. Potem z tego ciasta uformowałam warkocze z serem – pycha ! (przepis w następnej notce).
O innych funkcjach maszyny do chleba można poczytać na tej stronie.
Jak dla mnie super sprawa , zwłaszcza gdy brakuje nam czasu na ręczne zagniatanie ciasta albo , gdy po prostu nie lubimy tej czynności ;-) 
Zainteresowanych zakupem takiego urządzenia do pieczenia chleba , jak również innych „sprzętów do pichcenia” odsyłam tutaj.