swiateczne-prezenty

Ciastka-laseczki


To już ostatni przedświąteczny wpis. Dwukolorowe ciasteczka w kształcie laseczek na pewno spodobają się i posmakują szczególnie dzieciom. Można je też powiesić na choince – będzie większa atrakcja dla maluchów. Przepis pochodzi z tej strony.

Wszystkim odwiedzającym mojego bloga życzę zdrowych , spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku :-)

Składniki:
- 3/4 kostki masła
- 1 szkl. cukru (dałam 3/4 szkl.)
- 1 duże jajko
- po 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego i migdałowego
- 2 i 1/4 szkl. mąki
- czerwony barwnik spożyczy (dałam 10 kropli)

Miękkie masło utrzeć z cukrem za pomocą miksera. Dodać jajko i dobrze ubić. Wymieszać z ekstraktami , a następnie stopniowo dosypywać mąkę. Ciasto podzielić na połowę. Jedną część zabarwić na czerwono (lub różowo). Nabrać po łyżce białego i czerwonego ciasta , z każdego utoczyć wałeczek o długości ok. 15 cm. Wałeczki spleść ze sobą , skleić końce , uformować laskę. Czyności powtórzyć aż do wyczerpania składników. Gotowe ciasteczka ułożyć na nienatłuszczonej blasze i piec 8-10 minut w temp. 200 st.C. (nie powinny się zarumienić).
Z tej porcji wychodzi ok. 25 sztuk.

Uwagi:
Ciasto jest bardzo miękkie , ale nie klei się do rąk. Jeżeli jednak wyjdzie zbyt miękkie , aby udało się „ulepić” z niego laseczkę , wtedy można je wstawić na kilka minut do lodówki (nie za długo , bo wtedy z kolei będzie się łamać przy formowaniu).

Krajanka-piernikowa-z-marcepanem_3

Krajanka piernikowa z marcepanem i powidłami

 A oto słynny przepis Bajaderki z forum CinCin. Pojawiał się już na wielu blogach kulinarnych , a ja dopiero teraz postanowiłam w końcu go wypróbować. W sumie może to i dobrze , że tak późno , bo m-żonek już od dawna by mnie męczył , żebym częściej piekła takie ciasto ;-) Aromatyczne , z lekka ciągnące i baaardzo słodkie , ale jakie dobre ! – mmm…

Nie wszystko jednak udało się tak , jak powinno. Pomimo uwag w komentarzach , że masa marcepanowa wychodzi za rzadka , zrobiłam dokładnie według przepisu , tyle tylko , że użyłam marcepanu zamiast pasty migdałowej. No i jednak wyszła zbyt rzadka. Miałam nadzieję , że podczas pieczenia stężeje , ale na drugi dzień , po pokrojeniu ciasta , zaczęła powoli wypływać. I tak świąteczne ciasto zjedliśmy przed Świętami.
Upiekłam jednak drugą krajankę. Tym razem użyłam pasty migdałowej i zrobiłam gęstszą masę. Udało się i teraz ciasto czeka na TEN dzień. Co prawda powinno leżakować kilka tygodni , ale ono już na drugi dzień po upieczeniu jest dobre , więc kto by czekał tyle czasu ? ;-)

 

Ciasto:
- 3 1/3 szklanki mąki
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżka cynamonu
- 1 łyżeczka kardamonu
- 1 łyżeczka imbiru
- po 1/2 łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej i goździków
- po 1/4 łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu i ziela angielskiego
- szczypta soli
- 1/2 szklanki miodu
- 1 szklanka cukru (dałam 3/4 szkl.)
- 1/2 kostki masła
- 1 jajko
- drobno posiekane orzechy, skórka pomarańczowa

- powidła śliwkowe

Masa marcepanowa:
- 225 g pasty migdałowej*
- 1/2 szklanki cukru
- 2 żółtka (dałam jedno)
- 1/3 szklanki mąki
- 1 łyżka mleka
- po 1 łyżce soku pomarańczowego i cytrynowego
- 1 łyżeczka olejku migdałowego

Pastę migdałową rozetrzeć z cukrem, dodać pozostałe składniki i dobrze wymieszać.

*Za pierwszym razem robiłam z marcepanem , ale pasta migdałowa chyba jednak jest lepsza.

Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia , sodą i solą , dodać posiekane orzechy i skórkę pomarańczową.
Miód , cukier i masło dosyć mocno rozgrzać (ale nie zagotować) w dużym rondlu , dodać przyprawy korzenne , wymieszać. Wsypywać stopniowo mąkę , ciągle mieszając (najlepiej robić to dużą , drewnianą łyżką), aż ciasto zacznie odstawać od rondla. Zdjąć z ognia , lekko przestudzić , dodać jajko i wymieszać. Ciasto przełożyć na stolnicę i krótko wyrobić lekko podsypując mąką w razie konieczności. Jeszcze ciepłe podzielić na dwie części. Każdą z nich rozwałkować na prostokąt wielkości blachy – 33 x 20 cm (u mnie 30 x 20 cm). Jeden placek przenieść na blachę wyłożoną pergaminem. Zostawiając 1 cm margines rozsmarować na cieście masę marcepanową (można posypać rodzynkami , jeśli ktoś lubi) , na marcepanie rozprowadzić równo powidła. Przykryć drugim plackiem , dobrze zlepić brzegi i piec ok. 25 – 30 minut w temp. 180 st.C. Wyjąć z piekarnika , lekko przestudzić i jeszcze ciepłe polukrować. Zostawić odkryte na całą noc. Na drugi dzień pokroić na małe kwadraciki. Przechowywać w szczelnej puszce w warstwach przełożonych pergaminem.

Lukier:
- 1 szklanka cukru pudru
- 3 łyżki koniaku (u mnie 2 łyżki wody i 1 łyżka soku cytrynowego , ale następnym razem zrobię lukier z białkiem – jest bardziej plastyczny)

Utrzeć na jednolitą masę.

Uwagi:
Ciasto powinno poleżeć w puszce nawet kilka tygodni po upieczeniu , żeby nabrało właściwego aromatu , ale już na drugi dzień jest bardzo dobre.

Przygotowując masę marcepanową radzę dodawać płyny stopniowo , a żółtko tylko jedno – łatwiej potem czegoś dodać niż , żeby masa wyszła zbyt rzadka.

SONY DSC

Ciasto kokosowo-maślankowe


Kiedyś już piekłam podobne ciasto , ale akurat miałam do wykorzystania maślankę , więc postanowiłam wypróbować tym razem przepis z bloga „Słodkie pogawędki” (zresztą na ciasta kokosowe to mnie specjalnie nie trzeba namawiać i już mam na oku następne ;-) Proste do zrobienia i bardzo smaczne – ach , ta zapieczona na wierzchu kokosowa skorupka…


Składniki:
- 200 g cukru
- 500 g mąki
- 1 mały proszek do pieczenia (4 łyżeczki)
- 3 jajka
- 1 szkl. maślanki (jeśli jest gęsta dodać jeszcze 1/3 szkl.)
- 2 łyżki oleju
- odrobina ekstraktu waniliowego (dodałam od siebie)

Ponadto:
- 200 g wiórek kokosowych
- 100 g cukru

Jajka ubić z cukrem (200 g) na puszystą masę. Dodać olej , maślankę , a na koniec mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia. Ciasto wyłożyć na blachę (20 x 30 cm), wyrównać i posypać wiórkami kokosowymi wymieszanymi z cukrem (100 g). Piec ok. 35 minut w temp. 180 st.C (sprawdzić patyczkiem).

Polewa:
- 80 g masła
- 100 ml mleka

Masło rozpuścić w mleku i podgrzać do dość wysokiej temperatury.
Upieczone , ale jeszcze gorące ciasto polać gorącą polewą , pozostawić do wystygnięcia.

Uwagi:
Przed polaniem ciasto można ponakłuwać cienkim patyczkiem , wtedy polewa łatwiej wsiąknie.

SONY DSC

Lusse Bröd


W dniu św. Łucji (13-go grudnia) obchodzone jest w Szwecji święto światła , które jest jednocześnie zapoczątkowaniem bożonarodzeniowych przygotowań. Tradycyjnie tego dnia piecze się szafranowe bułeczki o fantazyjnych kształtach. Nie dodaje się do nich jajek , a żółty kolor zyskują właśnie dzięki szafranowi. Są różne przepisy na Lusse Bröd (czy też Lussekatter) – który z nich jest najbardziej zbliżony do oryginału ? – tego nie wiem. Mój pochodzi z książki „The book of bread” Christine Ingram i Jennie Shapter.

Składniki na 12 bułeczek:
- 120 ml mleka
- szczypta szafranu
- 400 g mąki białej chlebowej
- 50 g zmielonych migdałów
- 1/2 łyżeczki soli
- 75 g drobnego cukru
- 25 g świeżych drożdży (dałam 7 g suszonych)
- 120 ml ciepłej wody
- kilka kropli esencji migdałowej
- 50 g masła

Do posmarowania:
- 1 jajko
- 1 łyżk wody

Mleko zagotować w małym garnuszku , dodać szafran , zdjąć z ognia i zostawić na ok. 15 minut.
Mąkę wymieszać z migdałami , solą i cukrem. Dodać rozpuszczone w wodzie drożdże , szafranowe mleko i esencję migdałową. Dobrze wymieszać , a następnie dodawać stopniowo miękkie masło. Przełożyć na lekko posypaną mąką stolnicę i wyrabiać około 5 minut , aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Włożyć do naoliwionej miski , przykryć folią i zostawić w cieple do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę (do podwojenia objętości).
Wyrośnięte ciasto przełożyć na stolnicę , lekko zagnieść , podzielić na 12 jednakowej wielkości kawałków , toczyć wałeczki i formować różne kształty (takie jak na zdjęciu).

Bułeczki w kształcie litery „S” i „U” formujemy z pojedynczych wałeczków , a „gwiazdkę” z dwóch (1 z 12 kawałków dzielimy jeszcze na połowę , żeby uformować 2 cieńsze wałeczki). Układać na lekko natłuszczonej blasze i zostawić do wyrośnięcia na około 30 minut. Po tym czasie bułeczki posmarować jajkiem roztrzepanym z wodą i piec około 15 minut w temp. 200 st.C.


SONY DSC

Keks bananowy


Lubię ciasta bananowe , lubię też keks – dwa w jednym to już rozpusta ;-) Aromatyczny , wilgotny , a do jego wykonania , w odróżnieniu od tradycyjnego keksu , nie musimy używać miksera – wszystkie składniki wystarczy wymieszać łyżką. Po upieczeniu ciasto najlepiej pozostawić do następnego dnia – ładniej się pokroi i lepiej będzie smakowało.
Przepis na ten keks zapisałam sobie dosyć dawno temu i… nie zaznaczyłam skąd pochodzi , więc jeżeli ktoś go rozpoznaje jako „swój” , to niech się zgłosi :-)

Składniki:
- 4 duże , dojrzałe banany
- 1 jajko
- 1 – 1 i 1/2 szkl. mąki
- 1 łyżeczka sody
- 1 szkl. cukru pudru
- 1/3 kostki masła
- bakalie (u mnie ok. 250 g)
- odrobina ekstraktu waniliowego (dodałam od siebie)

Przygotować mieszankę bakalii według własnego gustu. Suszone śliwki i morele pokroić w drobną kostkę, rodzynki namoczyć wcześniej we wrzącej wodzie , a następnie dokładnie odsączyć, orzechy grubo posiekać. Zasada jest taka: im więcej bakalii , tym mniej mąki.
W misce rozgnieść banany – ważne , aby zrobić to tłuczkiem lub widelcem, a nie mikserem. Następnie dodać resztę składników i ucierać do ich połączenia. Na końcu wsypać bakalie i delikatnie wymieszać.
Ciasto wylać do formy keksowej (u mnie 12 x 22 cm) wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą. Piec ok. 1 godziny w temp. 180°C.

festiwalpierniczkow2009

Szybkie pierniczki


W mojej rodzinie nie było tradycji pieczenia drobnych pierniczków na święta (piernik i owszem , choć też niekoniecznie). Pomyślałam sobie , że może warto by było to zmienić , zwłaszcza , że
wszyscy wokół „pierniczą”. Piekłam już pierniczki z marmoladą (pyszne!) , a teraz postanowiłam , że wypróbuję jakiś szybki przepis na cienkie pierniczki ozdobne. To , czego szukałam , znalazłam na forum CinCin. Pierniki są rzeczywiście szybkie i proste do zrobienia (pomijam samo ozdabianie , bo to już inna bajka). Tuż po upieczeniu ciasteczka wydają się lekko twarde , ale miękną po kilku godzinach , a polukrowane jeszcze szybciej.
Moje pierwsze w życiu kolorowe pierniki :-) O ile samo pieczenie zajmuje stosunkowo mało czasu , tak zdobienie ciągnie się w nieskończoność. Osobiście nie wyobrażam sobie przygotowywania ich w ostatnich dniach przedświątecznej gorączki , ale myślę , że córcia chętnie by się tym zajęła , bo i tym razem już mi pomagała. Fajna zabawa , ale to zdecydowanie zajęcie dla dzieci albo dla osób bardzo cierpliwych i mających dużo wolnego czasu ;-)

 




Składniki:
- 70 g margaryny (dałam masło)
- 125 g miodu
- 70 g cukru pudru (dałam zwykły)
- 1 czubata łyżeczka przyprawy do pierników
- 1 jajko
- 1 łyżka kakao
- 250 g mąki
- 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

Margarynę, miód i cukier dokładnie rozpuścić w rondelku na małym ogniu , często mieszając , do uzyskania jednolitej masy. Ostudzić.
Jajko ubić z kakao i przyprawą do pierników. Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia , dodać ubite jajko i przestudzoną masę miodową. Wyrobić ciasto (będzie ono dosyć miękkie) i włożyć do lodówki na ok. 30 minut.
Stolnicę posypać obficie mąką i rozwałkować na niej ciasto na cienki placek. Foremkami wycinać dowolne kształty (pierniczki mogą być bardzo fikuśne, bo podczas pieczenia nie rosną na tyle, aby się mogły zdeformować). Układać na wyłożonych pergaminem blaszkach i piec 10 minut w temp. 180 st.C. Po wystudzeniu dowolnie udekorować.

Lukier:
- 1 białko
- 1 łyżeczka soku z cytryny
- cukier puder
- ew. barwniki spożywcze

Białko ucierać z sokiem cytrynowym dodając stopniowo cukier puder – do uzyskania odpowiedniej konsystencji (nie za rzadkiej , bo będzie się rozpływać i nie za gęstej , bo trudno będzie namalować wzorki).
Lukier można zabarwić według uznania lub pozostawić biały.

Uwagi:
Zaraz po upieczeniu pierniczki są lekko twarde, ale miękną po kilku godzinach , a polukrowane miękną jeszcze szybciej.

SONY DSC

Tort hiszpański


Jeżeli macie dużo białek do wykorzystania i nie wiecie co z nimi zrobić (być może ktoś wcześniej skusił się na karpatkę kremówkową) , to polecam taki właśnie torcik. Nigdy wcześniej nie korzystałam z tego typu przepisów i nie byłam pewna jak się przechowuje bezowe ciasto – jedno ze źródeł podaje , żeby podawać je tuż po zrobieniu , bo w przeciwnym razie namoknie. Trochę się tego obawiałam , bo takiej słodyczy nie da się zjeść jednego dnia ;-) Okazało się jednak , że zupełnie niepotrzebnie , bo tort przetrwał nawet kilka dni , przy tym drugiego i następnego dnia dał się kroić łatwiej niż pierwszego.
Ciasto jest przesłodkie (nie można zrobić dobrej bezy z małą ilością cukru) , ale w połączeniu z kwaskowatym dżemem lub konfiturą jest pyszne ! Mój m-żonek bywa wybredny , ale tym ciastem był wprost zachwycony – pochwalił zanim zdążyłam zapytać o opinię , a to nie zdarza się zbyt często ;-)

Kiedyś bardzo dawno temu podziwiałam zdjęcie tortu hiszpańskiego w jednej z książek kucharskich mojej mamy. Nie zapisałam przepisu , bo nie sądziłam , że kiedykolwiek się na niego skuszę. Teraz żałuję , że tego nie zrobiłam. Nie chciałam już mamie zawracać głowy , więc poszperałam w swoich starych zbiorach i w internecie. W sumie poniższy przepis został zainspirowany kilkoma recepturami , a głownie jedną , z gazetki „Ciasta domowe”.

 


Składniki na 3 krążki bezowe:
- 8 białek
- 20 dag cukru kryształu
- 20 dag cukru pudru
- 1 łyżka soku cytrynowego
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej

Białka ubić na bardzo sztywną pianę. Cały czas ubijając dodawać cukier kryształ i sok cytrynowy. Ubijać do momentu , aż cukier zupełnie się rozpuści.
Przesiać cukier puder z mąką ziemniaczaną , dodać do piany.
Na papierze do pieczenia narysować 3 jednakowe koła (o średnicy ok. 22 cm) i rozłożyć na nich równo masę bezową. Następnie włożyć do piekarnika i piec , czy też raczej suszyć , na dwóch poziomach jednocześnie (dwa krążki na dole , jeden na górze) , w temp. 120-140 st.C przy lekko uchylonych drzwiczkach (można włożyć drewnianą łyżkę) albo w niższej temperaturze 80-120 st.C przy zamkniętych drzwiczkach piekarnika , przez ok. 2 godziny. Po tym czasie wyłączyć piekarnik i zostawić w nim bezy do całkowitego ostygnięcia (ja zostawiłam na noc).

Krem:
- 3/4 litra śmietanki kremówki (30%)
- cukier waniliowy
- 1-4 łyżek cukru pudru (do smaku , ale lepiej żeby krem był lekko niedosłodzony)
- 1 op. usztywniacza do śmietany („śmietan-fix”) lub 1 łyżeczka żelatyny rozpuszczona w niewielkiej ilości wody

Dodatkowo:
- kwaśny dżem lub konfitura (u mnie z czerwonej porzeczki)
- kandyzowane wiśnie lub odcedzone ze słoika – do dekoracji

Śmietankę ubić z cukrami i „śmietan-fixem” na sztywno. Podzielić na 3 części. 1/3 kremu wyłożyć równo na jeden bezowy krążek , na wierzchu delikatnie posmarować konfiturą , przykryć drugim krążkiem (nie dociskać , bo może popękać) , pokryć drugą częścią kremu , ponownie posmarować konfiturą , przykryć ostatnim krążkiem. Wierzch udekorować resztą kremu i wiśniami.

Uwagi:
Jeden z krążków bezowych (ten suszony na wyższej półce) pozostał lekko klejący od spodu , ale włożyłam go w środek tortu i było dobrze.

weekendowa_piekarnia_baner

Chleb na zakwasie z płatkami owsianymi

W ramach Weekendowej Piekarni upiekłam chleb na zakwasie z płatkami owsianymi według przepisu Zapbook.
Nie było tam mowy o tym , żeby ciasto podzielić na dwa bochenki , więc upiekłam jeden , ale nie dałam mu dobrze wyrosnąć , bo zaczął „uciekać” z miski podczas wyrastania i musiałam upiec go wcześniej. W rezultacie chleb wyszedł wilgotny i bardziej zwarty niż puszysty. Całkiem smaczny , jednak moja rodzinka nie była nim zachwycona ;-)

Składniki :
- 300 g mleka
– 150 g wody
– 200 g zakwasu
– 600 g mąki T 80 , ale może być np. pół na pół T 65 i T 55 albo tylko 65 (użyłam chlebowej)
– 50 g mąki żytniej jasnej
– 100 g płatkow owsianych
– 15 g soli
– 3 łyżki cukru , miodu albo melasy

Wszystkie składniki wymieszać i wyrobić w maszynie lub ręcznie.Ciasto musi być gładkie i nie klejące. Zostawić do wyrośnięcia na około 4 godziny.Odgazować , uformować bochenek , obtoczyć w mące i włożyć do koszyka do wyrastania ponownie na ok. 4 godziny. Nagrzać piekarnik do 210°C , na dole piekarnika postawić naczynie z wodą , naciąć chleb (można też spryskać go wodą i posypać płatkami owsianymi) , piec około 40 minut.

Uwagi:
T 65 = mąka chlebowa
T 80 = maka półrazowa

SONY DSC

Karpatka kremówkowa


Skąd taka nazwa ? Otóż w oryginale była to kremówka z ciastem francuskim , a ja zamieniłam je na ciasto ptysiowe , więc i nazwę też postanowiłam zmienić.
To ciasto dla wielbicieli mas budyniowych , a w tym przypadku masa stanowi jakieś 90% całego ciasta. Smakuje jak wykwintniejsza wersja tradycyjnego budyniu , bo z dodatkiem bitej śmietany , która nadaje masie delikatności. Smakosze będą się zachwycać , a sceptycy marudzić , że smakuje jak zwyczajny budyń. My lubimy tego typu desery , więc jak najbardziej zaliczamy się do tej pierwszej grupy :-)
Oryginalny przepis pochodzi z tego bloga.

Ciasto:
- 1 szkl. wody
- 1/2 kostki margaryny lub masła
- 5 jaj
- 1 szkl. mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Wodę zagotować z tłuszczem , wsypać mąkę i mieszając podgrzewać , aż zrobi się jednolite i błyszczące ciasto. Lekko przestudzić , a następnie wbijać po 1 jajku , mieszając łyżką lub mikserem na małych obrotach. Na koniec dodać proszek do pieczenia. Ciasto podzielić na dwie części. Jedną część rozsmarować na natłuszczonej , średniej wielkości blasze (u mnie 23 x 33 cm) i piec ok. 30 minut w temp. 200 st.C. Następnie upiec drugi placek.

Krem:
- 1 i 1/2 litra mleka
- 150 g skrobi kukurydzianej (lub ziemniaczanej)
- 2-3 op. cukru waniliowego (razem ok. 27 g)
- 8 żółtek
- 200 g cukru
- 1 szkl. śmietanki kremówki
- 1 op. usztywniacza do śmietany (typu „śmietan-fix”)

Żółtka ubić z cukrem na jasną , kremową masę. Dodać mąkę ziemniaczaną , 1 szklankę mleka i dobrze wymieszać. Resztę mleka (5 szklanek) zagotować z cukrem waniliowym. Kiedy już zacznie się gotować , powoli dodawać masę żółtkową i ciągle mieszając podgrzewać przez 1 minutę. Zestawić z ognia i ostudzić całkowicie.
Śmietankę ubić z usztywniaczem i wymieszać z ostudzoną masą budyniową. Wyłożyć na jeden placek umieszczony w blaszce i przykryć drugim plackiem. Lekko docisnąć i schłodzić. Przed podaniem można posypać cukrem pudrem.

Uwagi:
Zamiast ciasta ptysiowego można użyć gotowego francuskiego.

SONY DSC

Wietnamskie gofry kokosowe


Jako wielbicielka kokosu musiałam spróbować jak smakują gofry w takiej wersji. Nie dodaje się do nich wiórków kokosowych (choć i taki przepis wpadł mi w oko) , ale za to całą szklankę mleczka kokosowego. Nie jest ono jednak aż tak bardzo wyczuwalne , bo przeważa wanilia. Ogólnie gofry są całkiem smaczne , choć nie do końca spełniają moje oczekiwania. Bardziej przypominają placuszki w kształcie gofrów – przy wyjmowaniu z gofrownicy można je zwijać w rulon (są takie miękkie). Potem lekko twardnieją , ale nie należy spodziewać się , że będą chrupiące. Poza tym są dosyć słodkie , więc można ich już niczym nie smarować , czy posypywać cukrem pudrem. Dodam jeszcze tylko , że te gofry występują także w wersji zielonej.
P.S. Gdzieś mi się zapodział link do źródła przepisu , w każdym razie pochodzi on z anglojęzycznego bloga.

Składniki na ok. 8 gofrów:
- 1 szkl. mąki
- 7 łyżek cukru
- 1 i 1/2 łyżeczki mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej
- 1/3 łyżeczki soli
- 1/2 łyżeczki sody
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 jajko (rozdzielone)
- 1 szkl. mleczka kokosowego
- 2 łyżki masła (roztopionego i ostudzonego)
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

W jednej misce wymieszać razem mąkę , cukier , mąkę ziemniaczaną , sól , sodę i proszek do pieczenia.
W drugiej misce wymieszać żółtko z mleczkiem kokosowym , masłem i wanilią. Wlać do suchych składników i lekko wymieszać (jak na muffiny). Masa powinna być dosyć gęsta. Ubić białko i delikatnie wymieszać a masą. Nalewać do rozgrzanej gofrownicy i piec ok. 5 minut. Studzić na kratce kuchennej.
Gofry na początku będą miękkie jak placuszki , potem troszkę stwardnieją , ale nie zrobią się chrupiące.