SONY DSC

Boston Cream Doughnuts


To jedne z najpopularniejszych amerykańskich pączków.
Ciasto do nich powinno być bardzo puszyste i lekkie , ale przyznaję się bez bicia , że u mnie aż tak bardzo nie było , bo po pierwsze: jak zwykle się spieszyłam i nie pozwoliłam mu dobrze wyrosnąć , a po drugie wyszło nieco gęstsze niż przewiduje przepis (pomimo , że nie zużyłam całej mąki). Pączki nadziewa się dopiero po usmażeniu masą budyniową , a potem jeszcze zamacza lub smaruje się polewą czekoladową. W sumie sporo pracy , ale za to efekt końcowy to pokusa nie do odparcia ;-)

Przepis pochodzi z czekoladowej strony Godiva.


Krem budyniowy:
- 1/3 szkl. cukru
- 1 i 1/2 szkl. mleka
- 3 łyżki mąki ziemniaczanej lub skrobi kukurydzianej
- 4 żółtka , o temp. pokojowej
- 2 łyżki (25 g) masła , o temp. pokojowej
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

W garnuszku z grubym dnem zagotować 1 szklankę mleka z cukrem od czasu do czasu mieszając , aż cukier się rozpuści. Resztę mleka wymieszać z mąką i żółtkami , wlać do gotującego się mleka i ciągle mieszając (łatwo się przypala) ponownie zagotować , aż masa zgęstnieje. Zdjąć z ognia , dodać masło i wanilię , dokładnie wymieszać i ostudzić od czasu do czasu mieszając , żeby nie zrobiła się „skórka”. Następnie szczelnie przykryć i wstawić do lodówki.

Ciasto:
- 3/4 szkl. ciepłego mleka
- 1 op. suszonych drożdży (2 i 1/4 łyżeczki)
- 1/3 szkl. cukru
- 3 i 1/4 szkl. mąki (ja dałam 3 szkl. i ciasto wyszło nieco za gęste)
- 5 łyżek (70 g) masła , o temp. pokojowej
- 4 żółtka , o temp. pokojowej
- 3/4 łyżeczki soli
- 1/2 łyżeczki kardamonu (pominęłam)
- 1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej (pomięłam)

Drożdże rozpuścić w mleku z 1 łyżeczką cukru i pozostawić na 3 minuty , aż zaczną się pienić.
Dodać 1 i 1/2 szkl. mąki i dokładnie wymieszać. Przykryć folią i zostawić w temp. pokojowej na 45 minut.
Dużą miskę natłuścić 1 łyżką masła. Do zaczynu dodać resztę masła , cukier , żółtka , sól i przyprawy (ja zamiast nich dodałam trochę cukru waniliowego). Dokładnie wymieszać mikserem lub łyżką , a następnie dodawać resztę mąki (1 i 1/2 szkl) po pół szklanki na raz. Miksować przez 5 minut – ciasto powinno być miękkie i nie dające się uformować w kulę , ale jeśli jest zbyt luźne , należy dodawać stopniowo po 1 łyżce pozostałą mąkę (1/4 szkl.).
Ciasto przełożyć do natłuszczonej miski , przewrócić , żeby pokryło się masłem z każdej strony. Miskę przykryć folią i zostawić w temp. pokojowej na ok. 2 godziny (ciasto powinno w tym czasie urosnąć trochę więcej niż dwukrotnie).
Dużą blachę lub stolnicę wyłożyć pergaminem i posypać mąką. Powierzchnię blatu również posypać mąką , wyłożyć ciasto i delikatnie przycisnąć w celu odgazowania. Za pomocą rąk , rozpłaszczyć ciasto na grubość ok. 12 mm. Przykryć folią i zostawić na 5 minut , żeby ciasto odpoczęło.
Okrągłą foremką do ciastek (ok. 6 cm średnicy) maczaną w mące , wycinać krążki. Za pomocą umączonej szpatuły przenosić pączki na przygotowany pergamin , poprawić kształt , jeśli się zdeformowały i zostawić do wyrośnięcia na ok. 20 minut lub do momentu , aż urosną prawie dwukrotnie.

W dużym rondlu rozgrzać olej do temp. 185 st.C. Szpatułę maczać w gorącym oleju i przenosić nią wyrośnięte pączki do rondla. Smażyć 1 minutę lub półtorej (na złotobrązowo). Usmażone pączki odcedzać i osączać na papierowym ręczniku. Kiedy ostygną na tyle , żeby dało się je dotykać , zrobić z boku pączków otwory przez środek , za pmocą długiej nasadki od dekoratora. Ostudzić całkowicie przed nadziewaniem.

Polewa:
- 85 g czekolady (gorzkiej , półsłodkiej lub mlecznej – wedle uznania)
- 2 łyżki wody
- 4 łyżeczki syropu kukurydzianego typu „light”
- 1/3 szkl. cukru
- 1 łyżka masła , ogrzanego do temp. pokojowej

Zagotować wodę z cukrem i syropem. Zdjąć z ognia i dodać posiekaną czekoladę. Pozostawić na 2 minuty , dodać masło i wymieszać na gładką masę.

Krem budyniowy wyjąć z lodówki , dokładnie wymieszać , nałożyć do dekoratora z szeroką końcówką i napełniać wystudzone pączki. Następnie maczać w polewie (moja trochę za mocno zgęstniała , więc smarowałam nożem) i odkładać do zastygnięcia.

Według przepisu z podanej porcji wychodzi 12-14 pączków – u mnie wyszło kilka sztuk więcej.

SONY DSC

Muffiny dwukolorowe


Chciałam upiec coś słodkiego a , że nie miałam zbyt wiele wolnego czasu , to mój wybór padł na muffiny. Zresztą dosyć dawno ich tu u mnie nie było ;-) Trochę bardziej skomplikowane (jeżeli w ogóle można tak o muffinach powiedzieć , bo to chyba najprostsze z wypieków) , ponieważ ciasto trzeba podzielić na dwie części i nakładać do foremek malutkimi porcjami. Ja oczywiście musiałam sobie ułatwić zadanie i nakładałam łyżką , ale wtedy wychodzą tylko dwie lub trzy warstwy. Ogólnie muffinki z tego przepisu są całkiem smaczne, choć jak dla mnie trochę za suche – nie aż tak , jak np. babka piaskowa , ale ja po prostu wolę te zdecydowanie wilgotne.

Składniki na 12 sztuk:
- 2 szkl. mąki
- 1 płaska łyżka proszku do pieczenia
- duża szczypta soli
- 3/4 szkl. cukru
- 2 jajka
- 1 szkl. mleka
- 6 łyżek oleju lub roztopionego masła
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
- 2 łyżki „Nutelli” (lub po prostu kakao)

W jednej misce roztrzepać jajka z mlekiem , olejem i wanilią. Do drugiej miski przesiać mąkę z solą i proszkiem do pieczenia , wymieszać z cukrem. W środku zrobić wgłębienie , wlać mokre składniki i krótko , niedokładnie wymieszać. Ciasto podzielić na połowę. Do jednej dodać „Nutellę” (lub kakao) i wymieszać , drugą część pozostawić jasną. Nakładać łyżeczką na przemian jedno i drugie ciasto do foremek , aż do wyczerpania składników (trochę się spieszyłam i użyłam dużej łyżki , stąd u mnie tylko dwie warstwy , lekko zamieszane patyczkiem).
Piec w temp. 200 st.C przez ok. 20 minut.

SONY DSC

Pączki z dziurką na maślance (Buttermilk Donuts)

Karnawał w pełni , więc czas na coś smażonego. Kiedyś już podawałam jeden przepis na pączki maślankowe , ale bez drożdży. Tym razem wypróbowałam inną recepturę – z drożdżami i z proszkiem do pieczenia jednocześnie , a do tego bez jajek. Tego typu pączki są inne od tych tradycyjnych drożdżowych , ale bardzo smaczne. Ważne jest jednak , aby olej do smażenia rozgrzać do odpowiedniej temperatury , bo w zbyt niskiej pączki nasiąkną tłuszczem i będą niesmaczne , a przy zbyt wysokiej za szybko się zarumienią. Choć w tym przypadku lepiej nieco zawyżyć temperaturę , bo ciasto jest małosłodkie , więc aż tak łatwo się nie przypala , a dość duża ilość spulchniaczy sprawia , że „donaty” szybko się smażą i są małe szanse na to , że pozostaną surowe w środku. Przepis pochodzi z tej strony.

Składniki:
- 1 łyżka suszonych drożdży
- 1/2 szkl. ciepłej wody
- 1/2 szkl. maślanki
- 3 łyżki tłuszczu roślinnego typu „Planta” (nie zastępować olejem)
- 3 łyżki cukru
- 2 i 1/2 – 3 szkl. mąki
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka soli

- olej do smażenia

Drożdże rozpuścić w wodzie i odstawić na 5 minut. Dodać maślankę , rozpuszczony tłuszcz , cukier , 1 i 1/2 szkl. mąki , proszek do pieczenia i sól , dobrze wymieszać. Następnie dosypać tyle mąki , żeby powstało miękkie ciasto. Wyłożyć je na posypany mąką blat i chwilę zagniatać , po czym rozwałkować na grubość ok. 12 mm i wycinać kółka o średnicy ok. 6 cm , a w środku jeszcze malutkie kółeczka. Poukładać na posypanej mąką powierzchni , przykryć i zostawić do wyrośnięcia na 45 minut lub do podwojenia objętości.
Olej rozgrzać do temp. 190 st.C. Partiami wkładać pączki i smażyć ok. 2 minuty , a następnie przewrócić. Wyjmować na ręcznik papierowy do odsączenia. Ciepłe pączki polukrować (lukier zrobiłam z ok. 3/4 szkl. cukru pudru i niewielkiej ilości mleka).

Z podanej porcji wychodzi 14-20 pączków.

SONY DSC

Duet biszkoptowy z jogurtem


Warstwowe , ale bardzo proste ciasto. Przepis na nie miałam zapisany już od dawna w swoim notatniku , ale jakoś nigdy wcześniej nie było okazji , żeby z niego skorzystać. Prawdopodobnie pochodzi on tak naprawdę z gazetki „Ciasta domowe” , bo z doświadczenia wiem , że tamtejsze przepisy choć ciekawe , to często wymagają dopracowania. Tak było i z tą recepturą. Piekłam to ciasto już dwa razy , jednak za pierwszym razem dolna warstwa wyszła zbyt tłusta , a biszkopt aż za bardzo puszysty. Dokonałam kilku zmian i za drugim razem ciasto było zdecydowanie lepsze. Być może za trzecim też jeszcze bym trochę pokombinowała (pominęłabym proszek do pieczenia w biszkopcie i dodała więcej mąki do ciasta dolnego) , ale póki co zostawiam tak jak jest , bo ciasto już jest dobre – delikatne i mięciutkie , a dzięki jogurtowi wyraziste w smaku.

Ciasto:
- 10 dag mąki
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 5 dag masła
- 10 dag cukru pudru
- 1 żółtko
- 2 łyżki śmietany

Biszkopt:
- 3 jajka
- 3 łyżki cukru
- 3 czubate łyżki mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Ponadto:
- 2 kubki (u mnie po 170 g każdy) jogurtu brzoskwiniowego (wyjąć wcześniej z lodówki , żeby się ogrzał)
- posiekane orzechy laskowe do posypania

Na ciasto: Masło utrzeć z cukrem pudrem , żółtkiem i śmietaną. Dodać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i wymieszać. Ciasto wyłożyć do blaszki (20 x 30 cm) i równo rozsmarować. Piec w temp. 180 st.C przez ok. 20 minut (nie musi być zarumienione , ale sprężyste w dotyku).

Na gorące ciasto wyłożyć jogurty i piec jeszcze 5 minut.

Utrzeć żółtka z cukrem i 2 łyżkami wody , połączyć z ubitą pianą z białek i mąką wymieszaną z proszkiem. Wyłożyć na ciepłe ciasto i posypać orzechami. Piec kolejne 15-20 minut.

Kakaowy-przeglad

Murzynek z kokosem

I znowu wszystko przez ten kokos , bo chociaż lubię tradycyjnego murzynka , to raczej bym się na niego w najbliższym czasie nie skusiła , ale , że z kokosem , to po prostu musiałam spróbować. Pomysł na niego podpatrzyłam na blogu Ilonkowo , jednak samo ciasto zrobiłam według własnego przepisu. Wiedziałam , że smak mnie nie zawiedzie , najwyżej wizualnie mogło być coś nie tak… No właśnie , jak zwykle nierówno podzieliłam ciasto (na górze dałam go mniej) , ale kto by się tym przejmował , ważne , że wyszło smaczne :-)

Ciasto:
- 1 kostka margaryny
- 2 szkl. cukru
- 1/2 szkl. wody
- 3 płaskie łyżki kakao
- 4 jajka (białka oddzielnie)
- 2 szkl. mąki
- 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- aromat waniliowy

Margarynę , wodę , cukier i kakao zagotować w garnku , do momentu , aż cukier się rozpuści. Z tego odlać 1/2 szkl. na polewę. Resztę lekko przestudzić i dodać żółtka , a następnie mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i aromat. Na koniec dodać pianę z 4 białek , delikatnie wymieszać. Połowę ciasta wyłożyć do blaszki (u mnie 20 x 30 cm) wyłożonej pergaminem. Na tym rozłożyć łyżką , kupka przy kupce , masę kokosową. Na wierzch wylać resztę ciasta i równo rozsmarować. Piec około 50 minut w temp. 200 st.C. Jeszcze lekko ciepłe polać odlaną wcześniej polewą (ciasta nie trzeba wstawiać do lodówki , polewa i tak zastygnie).

Masa kokosowa:
- 4 białka
- 20 dag cukru
- 20 dag wiórków kokosowych
- ew. 1 łyżeczka soku z cytryny

Białka ubić , a następnie dodawać stopniowo cukier (i ew. sok cytrynowy) ciągle ubijając. Pianę wymieszać z wiórkami kokosowymi.

SONY DSC

Prosty jasny chleb na zakwasie


Kiedyś była już notka z tym chlebem w roli głównej , ale nie podawałam wtedy przepisu , tylko odnośnik do strony. Był to mój pierwszy chleb na zakwasie i jak się później okazało , nasz ulubiony. Teraz piekę go przynajmniej dwa razy w tygodniu , więc pomyślałam , że muszę zapisać recepturę na blogu zanim znowu gdzieś przepadnie (autorka w międzyczasie zmieniała adres swojej strony).
Chleb nie jest pracochłonny , choć jego przygotowanie jest rozłożone w czasie – pierwszego dnia wieczorem robię zaczyn , następnego dnia wyrabiam ciasto , a piekę dopiero trzeciego dnia rano. Można przyśpieszyć ten proces i upiec chleb dzień wcześniej , ale warto poczekać , bo długie leżakowanie w chłodzie bardzo dobrze wpływa na strukturę miąższu i na smak chleba.
Z tego przepisu korzystam już od dosyć dawna i właściwie za każdym razem chleb wychodzi troszkę inny – zawsze bardzo smaczny , ale nigdy do końca nie wiadomo jaki dokładnie przybierze kształt , czy dobrze wyrośnie albo , czy może wyrośnie aż za bardzo. Przez dłuższy czas dodawałam jedną łyżkę zakwasu i chleb rósł jak szalony , ale bywało , że i na dwóch łyżkach bardzo niemrawo się podnosił. Może to wina mąki , może temperatury (np. ostatnio jest u nas znacznie chłodniej niż zazwyczaj) albo siły wyższej ;-) W każdym bądź razie chlebek jest wspaniały i raz jeszcze dziękuję Mirabbelce za ten przepis.


Na zaczyn:
- 5 łyżek mąki pszennej (typ 550)
- 1/2 szklanki wody (plus 1-2 łyżki)
- 1-2 łyżki zakwasu żytniego

Składniki zaczynu wymieszać, przykryć i zostawić do przefermentowania na 12-16 godzin w temperaturze ok. 21 st. C.
Następnego dnia potrzebujemy w kuchni około 3 godzin z przerwami, aby:

Dodać do przefermentowanego zaczynu:
- 400 g mąki pszennej typ 550 (używam chlebowej)
- 50 g mąki żytniej
- ok. 1 szkl. wody
- 1 łyżeczkę soli

Wymieszać wszystkie składniki ciasta , oprócz soli. Wyrabiać tylko tak długo, żeby składniki się połączyły. W razie potrzeby dodać wody lub mąki. Gotowe ciasto odstawić przykryte folią na około 30 minut. Dodać sól i wyrobić jeszcze raz (przez ok. 2 minuty). Ciasto powinno być niezbyt ścisłe.

Sól możemy rozpuścić w połowie łyżeczki letniej wody i dopiero wtedy dodać do ciasta. Mamy wówczas nie tylko pewność, że dobrze rozprowadzi się w masie chlebowej, ale przez dodanie jeszcze odrobiny wody zmienimy konsystencję ciasta na nieco luźniejszą. A im mniej ścisłe ciasto uda nam się zrobić i uformować jednak z niego bochenek, tym lepszy efekt końcowy.

Wyrobione ciasto włożyć do miski lekko wysmarowanej olejem, obrócić żeby całość pokryła się warstewką tłuszczu (łatwiej będzie wyjmować do odgazowania) i odstawić do wyrośnięcia, łącznie na około 2 i 1/2 godziny.
Po 50 minutach lekko wyrośnięte ciasto wyjąć, a raczej wyrzucić z miski na lekko oprószony mąką blat. Odgazować, czyli rozpłaszczyć na blacie w formie prostokąta, podzielić go w myślach na 3 części, założyć dolną na górną, lekko przyciskając, potem górną na dolną tak samo (tak jak składamy papier listowy), potem lekko założyć krótsze boki do środka, formując kulę i z powrotem do miski na kolejne 50 minut. Powtórzyć czynność odgazowywania i składania bochenka i znów odstawić na 50 minut.
Po tym czasie i ostatnim wyrośnięciu uformować delikatnie podłużny , bądź owalny bochenek, ułożyć go w koszyku do wyrastania lub w misce wyłożonej ściereczką i posypanej mąką , do ostatniego wyrośnięcia na ok. 2 lub 2 i 1/2 godziny w temperaturze ok. 24 st.C lub też w zimnie w temp. 10 st.C na ok. 8 godzin , a w lodówce nawet 16 godzin (wyrastanie chleba w chłodnym miejscu jest bardzo polecane) – u mnie leżakuje w lodówce nawet dłużej niż 16 godzin.
Po całkowitym wyrośnięciu odwrócić energicznie koszyk, wyłożyć ostrożnie chleb na łopatę posypaną mąką, naciąć i włożyć do piekarnika (u mnie bezpośrednio na blachę).
Piec w temperaturze 240 st.C przez ok. 40-45 minut (ja zawsze piekę w nieco niższej temperaturze ok. 220 st.C przez 40 minut , nie dłużej).

Uwagi:
Po wyjęciu chleba z lodówki dobrze jest zostawić go jeszcze na jakiś czas w cieple , żeby się „rozprostował” (mniej więcej na godzinę) , a dopiero później wyłożyć go z koszyka na łopatę.

SONY DSC

Szarlotka serowa


Szarlotka , więc wiadomo , że z jabłkami , ale serowe ciasto to dla mnie nowość. Koniecznie musiałam wypróbować takie połączenie. Trochę problemów przysporzyło mi rozsmarowanie ciasta na jabłkach (nie wałkuje się go , bo jest zbyt rzadkie) , ale jakoś sobie poradziłam. Ciasto jest wilgotne od sera , soczyste od jabłek i w ogóle bardzo smakowite , więc warto się „pomęczyć”. Przepis podała Agnieszka na swoim blogu.

Składniki:
- 300 g mąki
- 200 g cukru
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 200 g zimnego masła drobno pokrojonego
- 250 g tłustego twarogu
- 2 jajka
- 1 i 1/2 kg jabłek (jak dla mnie 1 kg był wystarczający)
- sok i skórka otarta z 1/2 cytryny
- 1 łyżka cukru (jeżeli jabłka są bardzo kwaśne)

Mąki , proszek do pieczenia i cukier wymieszać w dużej misce. Dodać pokrojone masło i ucierać mikserem lub malakserem , aż ciasto przybierze formę kruszonki. Następnie dodać pokruszony ser i jeszcze chwilę miksować. Na koniec dodać jajka i miksować do połączenia składników. Powstanie bardzo miękkie ciasto , nie nadające się do wałkowania , które należy wstawić do lodówki.
W międzyczasie czasie przygotować jabłka – obrać , pokroić w plastry , posypać skórką cytrynową , skropić sokiem z cytryny i ew. posypać 1 łyżką cukru.
Ciasto podzielić na dwie części. Jedną część wyłożyć do natłuszczonej i posypanej tartą bułką lub wyłożonej pergaminem blaszki (u mnie 20 x 30 cm) , równo rozsmarować i rozłożyć na niej jabłka. Następnie nałożyć drugą część ciasta (najlepiej robić to łyżeczką układając gęsto malutkie kopczyki) i też rozsmarować. Nie jest to łatwe zadanie , ale wykonalne ;-) Można pomagać sobie zwilżonymi w zimnej wodzie palcami.
Piec w temp. 190-200 st.C. około 40 minut (ja piekłam 10 minut dłużej) , na rumiano. Przed podaniem można posypać cukrem pudrem.

swiateczne-prezenty

Ciastka-laseczki


To już ostatni przedświąteczny wpis. Dwukolorowe ciasteczka w kształcie laseczek na pewno spodobają się i posmakują szczególnie dzieciom. Można je też powiesić na choince – będzie większa atrakcja dla maluchów. Przepis pochodzi z tej strony.

Wszystkim odwiedzającym mojego bloga życzę zdrowych , spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku :-)

Składniki:
- 3/4 kostki masła
- 1 szkl. cukru (dałam 3/4 szkl.)
- 1 duże jajko
- po 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego i migdałowego
- 2 i 1/4 szkl. mąki
- czerwony barwnik spożyczy (dałam 10 kropli)

Miękkie masło utrzeć z cukrem za pomocą miksera. Dodać jajko i dobrze ubić. Wymieszać z ekstraktami , a następnie stopniowo dosypywać mąkę. Ciasto podzielić na połowę. Jedną część zabarwić na czerwono (lub różowo). Nabrać po łyżce białego i czerwonego ciasta , z każdego utoczyć wałeczek o długości ok. 15 cm. Wałeczki spleść ze sobą , skleić końce , uformować laskę. Czyności powtórzyć aż do wyczerpania składników. Gotowe ciasteczka ułożyć na nienatłuszczonej blasze i piec 8-10 minut w temp. 200 st.C. (nie powinny się zarumienić).
Z tej porcji wychodzi ok. 25 sztuk.

Uwagi:
Ciasto jest bardzo miękkie , ale nie klei się do rąk. Jeżeli jednak wyjdzie zbyt miękkie , aby udało się „ulepić” z niego laseczkę , wtedy można je wstawić na kilka minut do lodówki (nie za długo , bo wtedy z kolei będzie się łamać przy formowaniu).

Krajanka-piernikowa-z-marcepanem_3

Krajanka piernikowa z marcepanem i powidłami

 A oto słynny przepis Bajaderki z forum CinCin. Pojawiał się już na wielu blogach kulinarnych , a ja dopiero teraz postanowiłam w końcu go wypróbować. W sumie może to i dobrze , że tak późno , bo m-żonek już od dawna by mnie męczył , żebym częściej piekła takie ciasto ;-) Aromatyczne , z lekka ciągnące i baaardzo słodkie , ale jakie dobre ! – mmm…

Nie wszystko jednak udało się tak , jak powinno. Pomimo uwag w komentarzach , że masa marcepanowa wychodzi za rzadka , zrobiłam dokładnie według przepisu , tyle tylko , że użyłam marcepanu zamiast pasty migdałowej. No i jednak wyszła zbyt rzadka. Miałam nadzieję , że podczas pieczenia stężeje , ale na drugi dzień , po pokrojeniu ciasta , zaczęła powoli wypływać. I tak świąteczne ciasto zjedliśmy przed Świętami.
Upiekłam jednak drugą krajankę. Tym razem użyłam pasty migdałowej i zrobiłam gęstszą masę. Udało się i teraz ciasto czeka na TEN dzień. Co prawda powinno leżakować kilka tygodni , ale ono już na drugi dzień po upieczeniu jest dobre , więc kto by czekał tyle czasu ? ;-)

 

Ciasto:
- 3 1/3 szklanki mąki
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżka cynamonu
- 1 łyżeczka kardamonu
- 1 łyżeczka imbiru
- po 1/2 łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej i goździków
- po 1/4 łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu i ziela angielskiego
- szczypta soli
- 1/2 szklanki miodu
- 1 szklanka cukru (dałam 3/4 szkl.)
- 1/2 kostki masła
- 1 jajko
- drobno posiekane orzechy, skórka pomarańczowa

- powidła śliwkowe

Masa marcepanowa:
- 225 g pasty migdałowej*
- 1/2 szklanki cukru
- 2 żółtka (dałam jedno)
- 1/3 szklanki mąki
- 1 łyżka mleka
- po 1 łyżce soku pomarańczowego i cytrynowego
- 1 łyżeczka olejku migdałowego

Pastę migdałową rozetrzeć z cukrem, dodać pozostałe składniki i dobrze wymieszać.

*Za pierwszym razem robiłam z marcepanem , ale pasta migdałowa chyba jednak jest lepsza.

Mąkę przesiać z proszkiem do pieczenia , sodą i solą , dodać posiekane orzechy i skórkę pomarańczową.
Miód , cukier i masło dosyć mocno rozgrzać (ale nie zagotować) w dużym rondlu , dodać przyprawy korzenne , wymieszać. Wsypywać stopniowo mąkę , ciągle mieszając (najlepiej robić to dużą , drewnianą łyżką), aż ciasto zacznie odstawać od rondla. Zdjąć z ognia , lekko przestudzić , dodać jajko i wymieszać. Ciasto przełożyć na stolnicę i krótko wyrobić lekko podsypując mąką w razie konieczności. Jeszcze ciepłe podzielić na dwie części. Każdą z nich rozwałkować na prostokąt wielkości blachy – 33 x 20 cm (u mnie 30 x 20 cm). Jeden placek przenieść na blachę wyłożoną pergaminem. Zostawiając 1 cm margines rozsmarować na cieście masę marcepanową (można posypać rodzynkami , jeśli ktoś lubi) , na marcepanie rozprowadzić równo powidła. Przykryć drugim plackiem , dobrze zlepić brzegi i piec ok. 25 – 30 minut w temp. 180 st.C. Wyjąć z piekarnika , lekko przestudzić i jeszcze ciepłe polukrować. Zostawić odkryte na całą noc. Na drugi dzień pokroić na małe kwadraciki. Przechowywać w szczelnej puszce w warstwach przełożonych pergaminem.

Lukier:
- 1 szklanka cukru pudru
- 3 łyżki koniaku (u mnie 2 łyżki wody i 1 łyżka soku cytrynowego , ale następnym razem zrobię lukier z białkiem – jest bardziej plastyczny)

Utrzeć na jednolitą masę.

Uwagi:
Ciasto powinno poleżeć w puszce nawet kilka tygodni po upieczeniu , żeby nabrało właściwego aromatu , ale już na drugi dzień jest bardzo dobre.

Przygotowując masę marcepanową radzę dodawać płyny stopniowo , a żółtko tylko jedno – łatwiej potem czegoś dodać niż , żeby masa wyszła zbyt rzadka.

SONY DSC

Ciasto kokosowo-maślankowe


Kiedyś już piekłam podobne ciasto , ale akurat miałam do wykorzystania maślankę , więc postanowiłam wypróbować tym razem przepis z bloga „Słodkie pogawędki” (zresztą na ciasta kokosowe to mnie specjalnie nie trzeba namawiać i już mam na oku następne ;-) Proste do zrobienia i bardzo smaczne – ach , ta zapieczona na wierzchu kokosowa skorupka…


Składniki:
- 200 g cukru
- 500 g mąki
- 1 mały proszek do pieczenia (4 łyżeczki)
- 3 jajka
- 1 szkl. maślanki (jeśli jest gęsta dodać jeszcze 1/3 szkl.)
- 2 łyżki oleju
- odrobina ekstraktu waniliowego (dodałam od siebie)

Ponadto:
- 200 g wiórek kokosowych
- 100 g cukru

Jajka ubić z cukrem (200 g) na puszystą masę. Dodać olej , maślankę , a na koniec mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia. Ciasto wyłożyć na blachę (20 x 30 cm), wyrównać i posypać wiórkami kokosowymi wymieszanymi z cukrem (100 g). Piec ok. 35 minut w temp. 180 st.C (sprawdzić patyczkiem).

Polewa:
- 80 g masła
- 100 ml mleka

Masło rozpuścić w mleku i podgrzać do dość wysokiej temperatury.
Upieczone , ale jeszcze gorące ciasto polać gorącą polewą , pozostawić do wystygnięcia.

Uwagi:
Przed polaniem ciasto można ponakłuwać cienkim patyczkiem , wtedy polewa łatwiej wsiąknie.