SONY DSC

Muffiny truskawkowe


Wypieki z truskawkami kusiły mnie ostatnio na kilku blogach , a ponieważ owoce te są dostępne u mnie przez okrągły rok , więc długo nie zwlekając wzięłam się do pracy. A cóż innego mogłam , tak na szybko wymyślić , jak nie muffiny ;-) Jest tyle blogów i stron kulinarnych , że nie sposób zapamiętać co i u kogo widziałam. Oczywiście mam też zachowaną dłuuugą listę przepisów , ale codziennie przybywa nowych , ciekawych i wartych wypróbowania. Ten jednak przepis miałam zapisany w pamięci już od dosyć dawna i sama sobie się dziwię , że dopiero teraz z niego skorzystałam. Muffinki wyszły z niego po prostu pyszne ! Delikatne , aromatyczne , u mnie dodatkowo z zapachem śmietankowym , który uwielbiam , zwłaszcza w połączeniu z truskawkami. Polecam :-)
Przepis podała Ania na swoim blogu
„Na miotle”.

Składniki:

- 2 szklanki mąki

- 1 szklanka cukru

- 1 łyżeczka proszku do pieczenia

- 1/4 łyżeczki soli

- 2 jajka

- 1/2 szklanki oleju roślinnego

- 1 szklanka mleka

- 1 i 1/2 szklanki pokrojonych truskawek

- ew. aromat śmietankowy (dodałam od siebie)

W jednej misce połączyć suche składniki (mąka, cukier, proszek do pieczenia, sól). W drugiej misce rozbełtać jajka, dodać mleko i olej. Mokre składniki wlać do suchych i lekko wymieszać (nie mieszać zbyt długo – w cieście mają pozostać grudki). Dodać truskawki (ciasto wydawało mi się odrobinę za luźne , więc dosypałam jeszcze czubatą łyżeczkę mąki), ponownie wymieszać. Formę do muffinek wyłożyć papilotkami, napełnić ciastem. Każdą muffinkę posypać szczyptą cukru (nie posypywałam). Piec 20 – 25 minut w temperaturze około 200 st.C.

Uwagi:
Rozmieściłam ciasto do 12 foremek , ale napełniałam je aż po brzegi.

SONY DSC

Francuski chleb wiejski


Kolejny świetny przepis Mirabbelki. Z podanej porcji wychodzi duży bochen chleba , o dość grubej skórce , tak wspaniale chrupiącej tuż po upieczeniu. Troszkę się obawiałam jak wyjdzie , bo nie dodaje się do niego drożdży , a ja swój zakwas ostatnio nieco „osłabiłam” dodając białej mąki. Na początku rzeczywiście ciasto jakoś tak niemrawo wyrastało i właściwie nie miałam czego odgazowywać , ale ostatnią fazę przedłużyłam do prawie pięciu godzin i w końcu się „ruszyło”. Na pewno jeszcze wrócę do tego przepisu :-)

Składniki na zaczyn 270g:

– 30g zakwasu
– 140g mąki pszennej
– 10g mąki żytniej
– 90g wody

Składniki na ciasto chlebowe 1700g:

– 800g mąki pszennej
– 50g mąki żytniej
– 450g wody
– 1 łyżka soli
– 270g zaczynu jw.

Z tej ilości składników wychodzi ogromny, wiejski bochen. Aby otrzymać mniejszy można składniki podzielić na pół, pamiętając jednak, że do zakwaszenia zaczynu potrzebne jest zawsze nie mniej niż 2 łyżki zakwasu (20-25g).

1. Składniki zaczynu wymieszać, odstawić przykryte na 12-14 godzin w temperaturze pokojowej.
2. Następnego dnia wymieszać mąkę z wodą do całkowitego połączenia składników. Odstawić w przykrytej misce na ok. 1 godzinę.
3. Dodać sól, jeszcze raz krótko zagnieść i połączyć z zaczynem. Zagniatać przez kilka minut, ewentualnie skorygować jeszcze ilość mąki lub wody; ciasto powinno być średnio ścisłe.
4. Ciasto powinno odpoczywać przykryte ok. 2 do 2,5 godzin. W trakcie odpoczynku, kilkakrotnie w odstępach czasowych co ok. 60 minut należy je odgazować, aby uzyskać gładką i równą powierzchnię. W tym celu rozpłaszczamy kulę ciasta lekko uderzając w jego powierzchnię, następnie z każdej strony zawijamy na szerokość ok. 1/3 płat ciasta do środka . W ten sposób napinamy dolną część, która potem będzie tworzyła wierzch bochenka.
5. Uformować jeden duży bochenek (bądź dwa małe), posługując się metodą zawijania jak wyżej, tak aby uzyskać gładką powierzchnię chleba, wkładamy go delikatnie (zlepieniem do góry) do koszyka do wyrastania. Czas wyrastania ok. 2 do 2,5 godzin w temperaturze pokojowej. W chłodzie (10 st.C.) można ten czas przedłużyć do 8 godzin, w lodówce (ok. 6 st.C.) do 18 godzin.
6. Przed włożeniem do pieca zalecana jest próba, czy chleb jest dobrze wyrośnięty. Kiedy po naciśnięciu palcem ciasto wraca natychmiast do pierwotnego kształtu jest jeszcze za wcześnie; gdy potrzebuje trochę czasu zanim wyrówna się jego powierzchnia jest gotowe do pieczenia.
7. Chleb wyjąć, delikatnie odwrócić, kilkakrotnie naciąć. Piec w lekko naparowanym piekarniku w temperaturze 240 st.C. około 35-45 minut.

SONY DSC

Tort jabłkowy

 

Tort jablkowy2
Wspaniały torcik budyniowo-jabłkowy, na który przepis podała Kasiula na swoim blogu. Autorka nie wspomniała jednak o tym, że budyń trzeba posłodzić… A ja ostatnio jakaś zakręcona jestem i zwróciłam na to uwagę dopiero wyjadając jego resztki z garnuszka. To jednak nie przeszkodziło nam zjeść od razu połowę ciasta zaraz po ostygnięciu. Aż się boję pomyśleć co by było, gdybym jednak dodała cukru ;-)) Przepis zdecydowanie do powtórki !

 

SKŁADNIKI:
Na spód:
- 1 i 1/2 szklanki mąki
- 1/3 szklanki cukru pudru
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 100 g margaryny lub masła
- 1 jajko

Nadzienie:
- 4-5 dużych jabłek (np. antonówki)
- 5 łyżek dżemu (u mnie truskawkowy)
- sok z cytryny

Masa:
- 1 duży budyń śmietankowy z cukrem albo bez cukru, posłodzony później według instrukcji na opakowaniu
- 500 ml śmietanki kremówki

Połączyć mąkę, cukier i proszek do pieczenia, dodać pokrojone masło oraz jajko i szybko zagnieść ciasto. Uformować kulę, zawinąć w folię i włożyć na 1,5 godziny do lodówki.
Tortownicę o średnicy 26 cm wyścielić papierem do pieczenia, wyłożyć ciastem łącznie z bokami, na wysokość 2-3 cm.
Jabłka obrać i poprzekrajać na pół, w poprzek, czyli tak, żeby na górze został ogonek. Wykroić gniazda nasienne i skropić cytryną, żeby jabłka nie ściemniały. Poukładać na cieście, rozciętą częścią do dołu (ja ułożyłam 6 połówek dookoła tortownicy, jedną w środku, a jeszcze jedną pokroiłam na 6 kawałeczków i powkładałam w wolne miejsca). W dziurki po gniazdach nasiennych włożyć po 1 łyżce dżemu.
Budyń wsypać do kubka i wymieszać z ok. 1/3 śmietanki. Resztę śmietany wlać do garnka i doprowadzić do zagotowania uważając, żeby się nie przypaliła. Kiedy będzie się już gotowała, dodać resztę śmietany z budyniem, intensywnie mieszając (wcześniej posłodzić, jeśli budyń był bez cukru). Zdjąć z ognia po uzyskaniu konsystencji budyniu i wylać na jabłka, tak żeby je wszystkie ładnie przykryć. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180ºC i piec około 90 minut. Jak dla mnie było to zdecydowanie za długo. Kiedy wierzch się przyrumieni najlepiej sprawdzać patyczkiem, czy jabłka są już miękkie.

Uwagi:
Wierzch ciasta przed włożeniem do piekarnika można dodatkowo posypać płatkami migdałowymi.

 

Tort jablkowy1

SONY DSC

Bułeczki kokosowe


Te bułeczki robiłam już jakiś czas temu. Najpierw upiekłam muffiny z wiórkami kokosowymi , a zaraz na drugi dzień właśnie bułeczki kokosowe – taką miałam wielką ochotę na coś kokosowego . Dlaczego tak długo zwlekałam z wstawieniem przepisu ? Otóż ostatnio jakoś tak zupełnie bezkrytycznie podchodzę do nowych , nie wypróbowanych jeszcze przepisów i robię dokładnie tak , jak podaje receptura , a nie zawsze jest ona dokładna (to już trzeci z kolei przepis do powtórki! ). Doszłam jednak do wniosku , że w tym przypadku wystarczy „niewielka” korekta (dokładnie chodzi o ilość płynu) i wszystko będzie dobrze , dlatego też zdecydowałam się podać ten przepis , bo naprawdę wart jest wypróbowania.
Ale może od początku. Bułeczki te wypatrzyłam na jednym z blogów i od razu mi się spodobały. W oryginale był to przepis na ogromną porcję , więc od razu podzieliłam wszystko na połowę. Nawet nie zwróciłam uwagi na to , że dodając tyle wody wyjdzie mi bardzo rzadkie ciasto. No i wyszło , dlatego musiałam dosypać tyle mąki , co prawie na całą porcję! Wyszły mi 4 blaszki bułeczek , ale mimo wszystko zjedliśmy je dosyć szybko (tylko 1/4 porcji zamroziłam). Samo ciasto wyszło tak jak się zresztą spodziewałam , dosyć suche , mało słodkie i już czerstwe na drugi dzień , ale ten kokos , a przede wszystkim ta słodziutka polewa… Dlatego też mogę zapewnić , że będzie powtórka i to smaczniejsza ;-) Nie lubię podawać przepisu zanim sama DOKŁADNIE wszystkiego nie przetestuję , ale z uwagi na to , że nie wiem kiedy znowu do niego wrócę (na razie zaspokoiłam swój apetyt na kokos) , więc postanowiłam podać go już dzisiaj.
Przepis znalazłam na tym blogu. Podałam składniki na połowę porcji według oryginalnej wersji , a swoje uwagi dopisałam w nawiasach.


Składniki:
- 1/2 szkl. cukru
- 2 szkl. letniej wody (UWAGA: to zdecydowanie za dużo! )
- 1 łyżka suszonych drożdży
- 1/2 szkl. kwaśnej śmietany
- 3 jajka
- 1/2 łyżki soli (dałam 1/2 łyżeczki)
- 1/2 szkl. oleju
- 5 szkl. mąki

W połowie szklanki wody rozpuścić 2 łyżki cukru , posypać drożdżami i zostawić na 10 minut.
Jajka wymieszać z resztą cukru , śmietaną , solą , olejem , wodą (na początek proponuję wlać tylko 1/2 szklanki) , wyrośniętymi drożdżami i 1 szklanką mąki , dobrze wymieszać. Następnie dodać resztę mąki i zagnieść miękkie ciasto (jeśli potrzeba , teraz można dolać nieco więcej wody). Zostawić przykryte do wyrośnięcia na 1 godzinę. Odgazować i zostawić na kolejną godzinę.

Nadzienie:
- 3/4 szkl. cukru
- 3/4 szkl. wiórków kokosowych
- ew. drobno starta skórka z pomarańczy

Dodatkowo:
- ok. 2 łyżki masła do smarowania

Wyrośnięte ciasto rozwałkować na kształt prostokąta o grubości ok. 1 cm. Posmarować rozpuszczonym masłem , posypać wymieszanymi ze sobą składnikami nadzienia , zrolować ciasto i pokroić na krążki o grubości około 2,5 cm. Układać na wyłożonej pergaminem blasze i zostawić do wyrośnięcia na około 30 minut. Piec 20-30 minut w temp. 180-200 st.C. Od razu po wyjęciu z piekarnika polać lukrem w „esy-floresy”.

Lukier:
- 3/4 szkl. cukru
- 1/2 szkl. kwaśnej śmietany
- 1/3 kostki masła
- ew. niepełna łyżka drobno startej skórki z pomarańczy (ja zamiast tego dałam odrobinę aromatu śmietankowego)

Wszystko razem wymieszać w garnuszku , podgrzać i gotować 1 minutę. Przestudzić (nie musi całkiem wystygnąć , tylko żeby trochę zgęstniało).

SONY DSC

Bułeczki bez zagniatania


Zdawałoby się , że jeśli nie trzeba ciasta zagniatać , to mamy uproszczone zadanie – jak dla mnie , niestety nie było. Owszem samo przygotowanie to dosłownie chwila , potem należy ciasto odstawić na 12 godzin i można o nim na jakiś czas zapomnieć. Ale formowanie to już zupełnie inna bajka ;-) Ciasto jest naprawdę rzadkie i trzeba mocno podsypywać mąką , żeby nie przyklejało się ani do blatu , ani do rąk (a ja bardzo tego nie lubię). Jednak na pocieszenie muszę przyznać , że bułeczki były naprawdę smaczne – przypieczone z wierzchu i wilgotne w środku. Takie mini-ciabatty :-) Przepis pochodzi z tej strony.

Składniki:
- 1 i 1/2 szkl. wody
- 1/4 łyżeczki suszonych drożdży
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- 1 i 1/4 łyżeczki soli
- 1/2 łyżeczki cukru
- 3 szkl. mąki

Wszystkie składniki wymieszać w misce za pomocą drewnianej łyżki , formując wilgotne , bardzo lepiące ciasto. Przykryć ściereczką i odstawić na 12 godzin w temp. pokojowej.
Stolnicę obficie posypać mąką , wyłożyć ciasto używając łyżki (ciasto jest naprawdę rzadkie , jak na ciabattę). Umączonymi rękoma uformować prostokąt i podzielić go na 8 kwadratów. Z każdego z nich uformować okrągłą lub podłużną bułeczkę (moje i tak nie „trzymały” kształtu , lekko rozlewając się podczas wyrastania , a potem pieczenia). Układać na mocno posyapnej kaszką kukurydzianą blasze (w przeciwnym razie bułeczki mogą przywrzeć do spodu) , a jeszcze lepiej na pergaminie , wtedy nie trzeba niczym posypywać , łączeniem do dołu. Po wierzchu posypać mąką. Przykryć posypaną mąką ściereczką (ja nie przykrywałam , bo bałam się , że mimo posypywania ściereczka przyklei się do ciasta) , odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 1 godzinę.
Średniej wielkości blaszkę napełnić do połowy wodą , wstawić na dół piekarnika. Piekarnik nagrzać do temp. 220 st.C.
Wyrośnięte bułeczki odkryć , zrobić po środku każdej z nich niewielkie nacięcie (nie robiłam) za pomocą ostrego noża. Piec ok. 35 minut. Wyłożyć na kratkę kuchenną do całkowitego ostygnięcia.

Tort8-1

Tort II


Ten torcik zrobiłam miesiąc temu na urodziny mojej córci , ale zupełnie nie miałam pomysłu na dekorację , więc chyba dlatego tak długo zwlekałam z tym wpisem ;-) Rzadko mam z góry zaplanowane jak taki tort będzie wyglądał i zazwyczaj myślę nad tym dopiero trzymając dekorator w ręku. Tym razem kompletny brak weny sprawił , że nic ciekawego nie udało mi się wymyślić i wyszło tak , jak wyszło. Najważniejsze jednak , że jubilatce smakował i za każdym razem domagała się dokładki :-)


Biszkopty upiekłam według tego przepisu. Poncz też zrobiłam tak samo , tylko krem inaczej. Właściwie to już podawałam na niego przepis , ale tym razem dałam białą czekoladę i zwiększyłam porcję.

Krem:
- 3/4 tabliczki białej czekolady
- 3/4 szkl. słodkiej śmietanki
- 1/2 szkl. cukru
- 1 i 1/2 kostki masła (może być na połowę z margaryną)
- ew. odrobinę aromatu śmietankowego lub waniliowego (biała czekolada nie nadaje tak konkretnego smaku , jak zwykła)

Czekoladę , śmietankę i cukier rozpuścić na parze lub malutkim ogniu i dokładnie wymieszać , ostudzić. Ogrzane do temperatury pokojowej masło utrzeć i stopniowo dodawać masę czekoladową.

Dodatkowo:
- do przełożenia dżem z czerwonej porzeczki
- posypka migdałowa (przepis także w podanym powyżej linku)

Biszkopty poprzekrajać na dwa krążki (w sumie będą 4). Pierwszy krążek nasączyć ponczem , posmarować cienką warstwą kremu , przykryć drugim krążkiem , posmarowanym od dołu dżemem , ponownie nasączyć , posmarować kremem , przykryć posmarowanym dżemem trzecim krążkiem i powtórzyć czynności. Całość posmarować resztą kremu , dowolnie ozdobić , a boki obsypać posypką migdałową lub czym kto woli. Miałam w lodówce jeszcze resztki posypki od poprzedniego razu , więc wykorzystałam je , a , że było ich trochę mało , to dodałam okruszki biszkoptów.

Na zdjęciu tego nie widać , ale do zdobienia część kremu zabarwiłam sokiem malinowym – wyszedł kolor bladoróżowy.

SONY DSC

Muffiny bananowo-kokosowe


Ostatnio miałam wielką ochotę na coś kokosowego i żeby można było to przygotować bardzo szybko. A cóż lepszego od muffinów nadaje się na taką okazję ? Co prawda zakupiłam niedawno pewną książeczkę z samymi przepisami na muffiny i babeczki , ale niestety nie znalazłam w niej tego , czego szukałam. No , ale od czego jest internet ;-) Przejrzałam kilka stron i szybko trafiłam na to , co chciałam – pyszne , słodziutkie muffinki , posypane wiórkami kokosowymi , które podczas pieczenia tak cudownie się przyrumieniły. Przepis pochodzi z tej strony.


Składniki (podobno na 8 sztuk , ale ja rozłożyłam ciasto do 12 foremek):
- 1 i 1/4 szkl. mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1/4 łyżeczki soli
- 2 bardzo dojrzałe banany (3/4 szkl. po rozgnieceniu)
- 11 dag masła
- 2/3 szkl. cukru
- 1 duże jajko
- 1/2 łyżeczki wanilii
- 3/4 szkl. słodzonych wiórków kokosowych (1/2 do ciasta + 1/4 do posypania)

W jednej misce wymieszać razem mąkę z proszkiem do pieczenia i solą. W drugiej roztrzepać jajka z cukrem , rozgniecionymi bananami , roztopionym i ostudzonym masłem , wanilią i 1/2 szkl. wiórków kokosowych. Połączyć zawartość obu misek i lekko , niedokładnie wymieszać. Nałożyć łyżką do foremek muffinkowych i posypać po wierzchu resztą wiórków kokosowych (1/4 szkl.). Piec ok. 25 minut w temperaturze 180-200 st.C.

SONY DSC

Ciasto z brzoskwiniami


W oryginale to ciasto wyglądało troszkę inaczej i zastanawiałam się , czy sposób wykonania ma tak istotne znaczenie (akurat w tym przypadku). Otóż przepis jest bardzo prosty , a ja jeszcze bardziej ułatwiłam sobie zadanie – zamiast część składników ubić w jednej misce , a drugą część osobno , to ubiłam w jednej misce , zmieniając tylko kolejność. Piekłam to ciasto dwa razy pod rząd (co niesłychanie rzadko mi się zdarza) , a to dlatego , że tak nam posmakowało , no i mało przy nim pracy. Jednak uparcie za każdym razem robiłam po swojemu , a dodatkowo zmniejszałam ilość proszku do pieczenia i cukru. Jeśli chodzi o cukier , to m-żonek uznał , że słodsza wersja była lepsza (co nie znaczy , że druga wersja była za mało słodka , bo jak na mój gust , wcale nie była) , a jeśli chodzi o proszek do pieczenia , to następnym razem dałabym tylko 1 łyżeczkę. Z 1,5 łyżki do 1 łyżeczki ? – ano właśnie tak , bo według mnie ciasto wyszło zbyt puszyste , przypominające zwykły biszkopt , tylko trochę bardziej wilgotne. Niemniej jednak zajadaliśmy się nim i za pierwszym i za drugim razem. Gdyby nie to zdjęcie oryginału , to pewnie uznałabym , że ciasto takie właśnie powinno być , a tak… za wszelką cenę dążę do tego „ideału” (który tak naprawdę może nie być lepszy w smaku , ale ja po prostu muszę to sprawdzić) , więc chyba niedługo będzie do trzech razy sztuka ;-)
Przepis zaczerpnęłam z tej strony.

Nadzienie:
- 3 duże brzoskwinie lub 1 puszka brzoskwiń (użyłam z puszki)
- 1 i 1/2 łyżeczki cynamonu (dałam tylko 1/2 łyżeczki)
- 1/8 łyżeczki imbiru

Brzoskwinie obrać (te z puszki dobrze odsączyć) , pokroić w kostkę , posypać cynamonem i imbirem , wymieszać.

Ciasto:
- 3 szkl. mąki
- 1 i 1/2 łyżki proszku do pieczenia (dałam zdecydowanie mniej – za pierwszym razem niepełną łyżkę , a za drugim ok. 1/2 łyżki)
- szczypta soli
- 1 szkl. oleju
- 2 szkl. cukru (dałam trochę mniej)
- 4 jajka
- 1/4 szkl. syropu z brzoskwiń
- 1 i 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i solą. Oddzielnie ubić olej z cukrem na kremową masę. W jeszcze jednej misce ubić jajka na jasną , pienistą masę , dodać syrop i wanilię. Wymieszać z masą olejową i jeszcze ubijać. Następnie wymieszać z mąką. Połowę ciasta wyłożyć do dobrze wysmarowanej tłuszczem i posypanej mąką formy z kominkiem (użyłam zwykłej kwadratowej). Posypać brzoskwiniami i zalać resztą ciasta. Piec 50-55 minut w temp. 160-180 st.C.

SONY DSC

Mleczny chleb na zakwasie


Często zdarza mi się , że niektóre przepisy wstawiam z poślizgiem , czasami nawet całkiem dużym , zwłaszcza , jeśli po drodze są jakieś akcje kulinarne. Tak było i z tym chlebem – do tej pory zdążyłam go upiec już trzy razy ! Na początku szukałam po prostu przepisu na jakiś chleb z dodatkiem zakwasu , ale taki „ekspresowy”. Wydawało mi się , że będzie to niemożliwe , bo zazwyczaj zakwasowce wymagają przynajmniej 12 godzin na przygotowanie. Takie są zresztą najlepsze , ale tym razem nie mogłam czekać aż tak długo. Chlebek z przepisu AgusiH. okazał się strzałem w dziesiątkę – szybki w przygotowaniu , delikatny i wilgotny w środku , o cienkiej skórce i neutralnym smaku. Może nie zachowuje tak długo świeżości jak typowy chleb na zakwasie , ale bez obaw , jest taki smaczny , że na pewno długo nie poleży.


Składniki:
- 1 szkl. zakwasu pszennego lub żytniego
- 2/3 szkl. mleka
- 1/4 szkl. wody źródlanej
- 2 łyżki roztopionego masła
- 1 płaska łyżka cukru
- 1 łyżka soli gruboziarnistej
- 3 i 1/4 szkl mąki pszennej
- 1 łyżeczka drożdży

Na wierzch:
- 1 jajko
- 2 łyżki słodkiej śmietanki
- ew. pestki dyni i słonecznika

Sposób przygotowania:
Doprowadzić zakwas do temperatury pokojowej. Wymieszać z ciepłym mlekiem.

METODA MANUALNA:
Drożdże rozpuścić w 1/4 szkl ciepłej wody, dodać cukier i 2-3 łyżki mąki.
Resztę mąki wymieszać z solą, miksturą drożdżową i zakwasem. Wyrabiać, pod koniec dodając roztopione masło. Zostawić na 1 godz. do wyrośnięcia w cieple, przykryte wilgotną ściereczką.

MASZYNA DO CHLEBA:
Wlać do maszyny zakwas z mlekiem. Nastawić na program: wyrabianie ciasta. Dodać resztę składników w/g instrukcji dołączonej do maszyny. Zostawić w maszynie do końca programu (rośnięcie trwa ok. 1 godz.).

NASTĘPNIE:
Natłuszczonymi rękami wyjąć ciasto, lekko wyrobić. Na posypanej mąką powierzchni uformować 2 okrągłe bochenki (ja uformowałam 1 podłużny). Zostawić do wyrośnięcia na 1 godz. na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przykryte natłuszczoną folią.
Nagrzać piekarnik do 240 stopni, spryskać wodą. Posmarować bochenki jajkiem roztrzepanym z odrobiną słodkiej śmietanki. Jeden bochenek posypać pestkami dyni, drugi pestkami słonecznika.
Piec 10 minut w 240 stopniach, potem jeszcze 20 minut w 190 stopniach.

tydzien-kuchni-rosyjskiej

Watruszki z serem



Watruszki to takie rosyjskie bułeczki drożdżowe. Najbardziej przypominają znane mi już od dawna kołaczyki z serem. Są mięciutkie i mają dużo serowego nadzienia – takie mini-serniczki na drożdżówce. Pyszne !

Przepis podała Rzymianka na stronie Wielkiego Żarcia.

Ciasto:
- 400 g mąki
- 200 ml mleka
- 3 żółtka
- 5 łyżek stopionego masła (70 g)
- 60 g cukru
- 20 g świeżych drożdży ( dałam 7 g suszonych)
- sól
- 1 jajko do smarowania

Mąkę przesiać. Drożdże rozpuścić w letnim mleku , wymieszać z 1 łyżeczką cukru i 1/3 mąki , odstawić w ciepłe miejsce na 2 godziny.
Żółtka utrzeć z resztą cukru na jasną , puszystą masę. Połączyć z wyrośniętym zaczynem , dodać resztę mąki , sól i dokładnie wyrobić. Dodać rozpuszczone (ostudzone) masło , wyrabiać dalej , aż ciasto będzie gładkie i lśniące. Przykryć i odstawić ponownie do wyrośnięcia na kolejne 2 godziny (u mnie po 1 godzinie ciasto było wystarczająco wyrośnięte , więc nie czekałam dłużej).

Masa serowa:
- 300 g świeżego twarogu
- 3 jajka (dałam 2 i uważam , że tyle w zupełności wystarczy)
- 30 g cukru (dosypałam 1 łyżkę więcej)
- 2 łyżki masła
- 1/4 drobno posiekanej laski wanilii lub cukier waniliowy

Twaróg zemleć. Żółtka utrzeć z cukrem , masłem i wanilią na puszystą masę , dodać ser. Z białek ubić sztywną pianę i wymieszać z masą serową.

Wyrośnięte ciasto podzielić na równe porcje o wadze ok. 50 g (wyszło mi 15 sztuk). Z każdej z nich uformować kulkę , lekko spłaszczyć , w środku zrobić spore wgłębienie i napełniać je masą serową. Układać na blasze wyłożonej pergaminem lub wysmarowanej tłuszczem , w dość dużych odstępach. Wierzch posmarować roztrzepanym jajkiem (ja smarowałam bułeczkę przed nałożeniem farszu – masa serowa jest dosyć luźna i ciężko by było smarować nie rozmazując sera).
Piec ok. 15 minut w temperaturze 220 st.C.

Uwagi:
W przepisie nie było mowy o tym , żeby gotowe bułeczki zostawić przed pieczeniem do wyrośnięcia , więc połowę upiekłam od razu , a druga część poczekała tyle czasu , ile piekły się bułeczki , czyli ok. 15 minut. Po upieczeniu nie zauważyłam różnicy pomiędzy tymi pieczonymi bez wyrastania , a tymi , które troszkę podrosły przed pieczeniem , a zatem rzeczywiście można je upiec bezpośrednio po uformowaniu ;-)