Roze

Róże karnawałowe

Jak karnawał to karnawał… ;-) Sądząc po nazwie to właśnie te róże powinny być najpopularniejsze o tej porze roku. Muszę jednak przyznać , że zrobiłam je pierwszy raz w życiu , przy okazji smażenia faworków (robi się je z tego samego ciasta). Może nie wyszły zbyt okazale , ale , jak to się mówi – „pierwsze koty za płoty” ;-)



Składniki:
- 2 szkl. maki
- 3 żółtka
- 4 łyżki śmietany
- 1 łyżka wody
- sok z 1/2 cytryny
- 1 łyżka cukru pudru
- szczypta soli

Wszystkie składniki wymieszać i dokładnie wyrobić. Ciasto dobrze zbić wałkiem i odstawić na 20 minut. Następnie cienko rozwałkować , wycinać kółka w 3 lub 4 rozmiarach , na brzegach robić po 5 nacięć. Środek każdego kółka (oprócz tych najmniejszych) posmarować białkiem , nakładać jedno na drugie (od największego do najmniejszego) i zlepiać przyciskając na środku. Smażyć w gorącym tłuszczu (najpierw „płatkami” do dołu) na rumiano. Wykładać na papierowy ręcznik do osączenia , na środek każdej „róży” nakładać odrobinę powideł lub konfitury , posypywać cukrem pudrem.

Faworki

Faworki (chrust)


Ciąg dalszy karnawałowych specjałów , czyli faworki , czy też jak ktoś woli – chrust. W sumie do tego przepisu bardziej pasuje ta druga nazwa , bo to , co z niego wychodzi , jest bardzo lekkie i chrupiące. Faworki natomiast kojarzą mi się bardziej z grubszymi i raczej miękkimi ciasteczkami , takimi , którymi można się najeść (moja mama zawsze takie robiła , więc zapewne stąd mi się to wzięło) ;-)

Składniki:
- 2 szkl. maki

- 3 żółtka

- 4 łyżki śmietany

- 1 łyżka wody

- sok z 1/2 cytryny
- 1 łyżka cukru pudru

- szczypta soli

Wszystkie składniki wymieszać i dokładnie wyrobić. Ciasto dobrze zbić wałkiem i odstawić na 20 minut. Następnie bardzo cienko rozwałkować , pokroić w paski (nożem lub radełkiem) i poprzecinać na mniejsze kawałki. W środku każdego z nich zrobić nacięcie i przewlekać końce raz lub dwa. Smażyć w gorącym oleju na rumiano , wykładać na papierowy ręcznik do odsączenia i posypywać cukrem pudrem.

Paczki1

Pączki

Mamy obecnie karnawał , więc nie może zabraknąć w tym czasie pączków. A , że tegoroczny post zaczyna się bardzo wcześnie , zatem czas najwyższy na smażenie , zwłaszcza , jeśli chcemy sobie wypróbować przepis przed „tłustym czwartkiem” ;-)
Kiedyś krążyła taka opinia (być może teraz też niektórzy z nią się zgodzą) , że najlepsze pączki wychodzą z użyciem dużej ilości żółtek (pamiętam , że mamie zawsze zostawało mnóstwo białek). Były rzeczywiście puszyste i mięciutkie , jednak czegoś mi w nich brakowało… Kiedy sama zaczęłam kucharzyć , poszukiwałam przepisu idealnego , według mojego gustu oczywiście ;-) No i w końcu znalazłam – jak do tej pory dla mnie najlepszy przepis na pączki , a co ciekawsze , z małą ilością jajek :-)


Składniki:
- 1 kg mąki
- 3 żółtka + 2 całe jajka
- 3/4 szkl. cukru
- 3/4 szkl. oleju lub stopionego masła (z olejem pączki będą bardziej „wilgotne”)
- 5 dag drożdży świeżych lub 14 g suszonych (ja robiłam z suszonymi)
- 2 łyżki spirytusu lub octu
- cukier waniliowy
- 2 szkl. ciepłego mleka
- szczypta soli
- słoiczek dżemu lub konfitury
- olej lub smalec do smażenia

Z drożdży , kilku łyżek mleka , odrobiny cukru i mąki zrobić rozczyn , postawić do wyrośnięcia. Jajka i żółtka ubić z cukrem , solą oraz cukrem waniliowym. Wymieszać z mąką , resztą mleka i wyrośniętymi drożdżami. Na koniec dodać olej i spirytus , dobrze wyrobić (jeśli ciasto będzie zbyt luźne i klejące – dodać mąki). Odstawić do wyrośnięcia , aż podwoi swoją objętość (ok. 1 godziny). Następnie odrywać małe kawałki ciasta , rozpłaszczać na dłoni , nakładać łyżeczką konfiturę i formować pączki. Układać na posypanej mąką ściereczce łączeniem do dołu , poczekać , aż urosną i wkładać do rozgrzanego tłuszczu (nie za gęsto – tak , żeby swobodnie pływały) odwracając dolną stroną do góry. Na początku smażyć pod przykryciem – dzięki temu pączki dodatkowo wyrosną , zaokrąglą się i będą miały jasną „obrączkę”. Podczas smażenia trzeba uważać , żeby tłuszcz nie był zbyt gorący , bo pączki za mocno się zrumienią , a w środku będą surowe (sprawdzać patyczkiem). Każdą porcję smażyć po kilka minut i wykładać na bibułę do odsączenia tłuszczu.

Na lukier:
- ok. 2 szkl. cukru pudru
- kilka łyżek mleka
- odrobina olejku rumowego

Albo:
- ok. 2 szkl. cukru pudru
- kilka łyżek soku cytrynowego i wody

Dokładnie wymieszać i polać ciepłe pączki.

Uwagi:
Temperatura tłuszczu do smażenia powinna wynosić ok. 180 st.C. Nie używam termometru , więc sama kiedyś miałam z tym problem i moje pączki wychodziły zbyt przyrumienione , dopiero pod koniec smażenia udawało mi się ustawić odpowiednią temperaturę , ale teraz już mam na to swoją metodę :-) Na rozgrzany tłuszcz wrzucam malutką kulkę ciasta i jeśli opada ona na dno i dość długo nie wypływa – temperatura jest zbyt niska , a jeśli wypływa od razu i szybko się rumieni – za wysoka. Najlepiej kiedy kulka wypływa w ciągu 3 sekund i dopiero po chwili zaczyna powoli się rumienić. A jeżeli trwa to zbyt długo , to wystarczy zwiększyć delikatnie płomień – to łatwiejsze , niż obniżanie temperatury , gdyby tłuszcz był za gorący ;-)

Buleczki-Bolillos2

Bolillos – meksykańskie bułeczki


Z tym przepisem spotkałam się już nieraz i w końcu postanowiłam sama go wypróbować. Bułeczki wyszły bardzo dobre , choć , jak zresztą większość pieczywa , najlepiej smakują świeżutkie , tego samego dnia , bo później tracą swój „urok” ;-) Oryginalny przepis znajduje się tutaj (ja zmniejszyłam tylko odrobinę ilość soli).

Składniki:
- 1 opakowanie suszonych drożdży
- 1 i 1/3 szkl. ciepłej wody
- 1 łyżka miodu
- 1 łyżka smalcu lub tłuszczu roślinnego
- 1 i 1/4 łyżeczki soli
- 3 i 1/4 – 4 szkl. mąki (ja dałam chlebową)

Dodatkowo:
- 1/4 szkl. wody
- 1 płaska łyżeczka mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej (cornstarch)

Drożdże wsypać do ciepłej wody i zostawić na 5 minut. Dodać miód , rozpuszczony i ostudzony tłuszcz , sól oraz 2 i 1/2 szkl. mąki. Dokładnie wymieszać , a następnie dodawać stopniowo pozostałą mąkę – wyrabiać na blacie posypanym mąką 10 – 20 minut , aż ciasto stanie się gładkie i elastyczne. Następnie włożyć do wysmarowanej olejem miski , kilka razy podrzucić miską , żeby ciasto odwróciło się i natłuściło z każdej strony. Przykryć i dostawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę (aż podwoi swoją objętość). Ciasto ponownie wyłożyć na blat , odgazować lekko ugniatając , podzielić na 10 – 12 kulek , a następnie z każdej z nich formować owalne bułeczki i układać na wysmarowanej tłuszczem blasze. Przykryć i odstawić do wyrośnięcia na co najmniej 25 minut (bułeczki powinny PRAWIE podwoić swoją objętość). W międzyczasie nagrzać piekarnik do 200 st.C. Mąkę ziemniaczaną wymieszać z zimną wodą i podgrzewać do momentu , aż zrobi się „kisiel” (jeśli wyjdzie za gęsty – dolać wody). Powstałą miksturą posmarować wyrośnięte bułeczki , naciąć po środku ostrym nożem i piec 30 – 35 minut.


Fale-Renu

Fale Renu


Nie jest to nic innego , jak popularne Fale Dunaju w wersji z wiśniami – jak dla mnie lepsze niż z jabłkami i bardziej aromatyczne. Zwykle piekę to ciasto na dużej blasze (wtedy jest ono cieńsze) , jednak tym razem celowo zrobiłam „grubą bułę” i dałam tylko połowę kremu , bo chciałam uzyskać efekt bardziej „babkowaty” niż kremowy ;-)

Ciasto:
- 25 dag masła
- 25 dag cukru
- 6 jajek
- 1 cukier waniliowy (lub aromat – ja dałam rumowy)
- 35 dag mąki
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 łyżki rumu (nie dodawałam)
- 2 łyżki kakao
- 2 słoiki wiśni (po ok. 720 ml każdy)

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową.
Masło ucierać z cukrem i cukrem waniliowym , dodając stopniowo po jednym jajku. Następnie wsypać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Połowę ciasta wylać na blachę wyłożoną pergaminem , pozostałą część wymieszać z kakao i wylać na ciasto białe. Na wierzchu rozłożyć odcedzone wiśnie , lekko je wciskając. Piec na dużej blasze w temp. 200 st.C. 30 – 40 minut.

Krem:
- 25 dag masła
- 2 opakowania budyniu waniliowego lub śmietankowego
- 3/4 l mleka
- kilka łyżek cukru pudru (do smaku)

Na mleku gotować budyń , ostudzić , od czasu do czasu mieszając , żeby nie zrobiła się na wierzchu „skórka”. Masło (wyjęte wcześniej z lodówki) utrzeć z cukrem pudrem (na początek wystarczą 4 łyżki , a potem można sobie dosypać więcej , według upodobań) , następnie dodawać po 1 łyżce budyniu. Gotowy krem rozsmarować na ostudzonym cieście.

Polewa:
- 20 dag półsłodkiej czekolady
- 5 dag margaryny

Czekoladę z margaryną rozpuścić w kąpieli wodnej , dobrze wymieszać , lekko ostudzić i polać wierzch ciasta.

Torcik-bananowy

Torcik bananowy


Coś dla wielbicieli ciast deserowych – lekki , piankowy , bananowy , galaretkowy torcik na zimno. Robiłam go pierwszy raz i trochę nie spodobała mi się masa bananowa po dodaniu galaretki – zwyczajnie „zwarzyła się”. Co prawda nie miało to wpływu na smak ciasta , bo wszystko i tak zastygło , ale bardzo nie lubię kiedy tak się dzieje ;-) Następnym razem nie będę czekała , aż galaretka zacznie tężeć , tylko dodam ostudzoną do temperatury pokojowej :-)

Składniki:
- 25 dag masła lub margaryny
- 1 + 3/4 szkl. cukru pudru
- 1 kg bananów
- 3 galaretki (2 cytrynowe lub pomarańczowe i jedna czerwona na wierzch)
- 3 jaja
- herbatniki lub biszkopty na spód

Masło utrzeć z 1 szkl. cukru pudru , dodać żółtka , zmiksowane banany , a na koniec 1 galaretkę cytrynową (lub pomarańczową) rozpuszczoną w 1 szkl. wody. Masę wyłożyć do tortownicy na herbatniki (lub biszkopty) , schłodzić.
Z białek ubić pianę , dodać 3/4 szkl. cukru pudru , a następnie drugą galaretkę cytrynową (lub pomarańczową) , rozpuszczoną w 1 szkl. wody (tężejącą). Gotową piankę wyłożyć na zastygniętą masę bananową. Całość zalać galaretką czerwoną (np. truskawkową).

Blok

Blok


Któż nie zna bloku… U mnie żadne święta nie mogą się obejść bez tej słodyczy – zawsze najszybciej znika z talerza. Poza tym , chyba nie ma potrzeby dodawać już nic więcej , oprócz przepisu oczywiście ;-)

Składniki:
- 25 dag masła
- 1 szkl. cukru
- 1/4 szkl. wody
- 2 łyżki kakao
- 25 dag mleka w proszku
- 3-4 paczki herbatników
- ew. bakalie

Masło , cukier , wodę , kakao podgrzać i gotować kilka minut na wolnym ogniu. Odstawić , wsypać mleko w proszku i energicznie wymieszać , żeby nie było grudek. Dodać pokruszone herbatniki (ew. bakalie) , ponownie wymieszać i wyłożyć do wąskiej formy wyścielonej pergaminem.

Sernik-wiedenski-II-2

Sernik po wiedeńsku

Zwykle na święta korzystam z wypróbowanych przepisów , żeby nie było przykrej niespodzianki , jednak tym razem zaufałam Alinerce i upiekłam sernik według jej receptury. Nie zawiodłam się , a co więcej , przepis dodałam na listę swoich ulubionych – polecam :-)

Składniki:
- 1 kg sera tłustego
- 8 jajek
- 25 dag masła
- 2 szklanki cukru pudru
- 2 łyżki mąki pszennej
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- 2 średnie ugotowane ziemniaki
- 1 cukier waniliowy lub aromat
- bakalie (dałam tylko rodzynki)

Ser i ziemniaki zemleć. Masło utrzeć na puch z cukrem pudrem i cukrem waniliowym , dodawać kolejno żółtka , a następnie ser z ziemniakami, wymieszać. Dodać przesianą mąkę pszenną i ziemniaczaną oraz bakalie. Na końcu dodać ubite białka i delikatnie wymieszać. Masę wylać do średniej wielkości blaszki wysmarowanej tłuszczem i wysypanej tartą bułką (użyłam pokruszonych herbatników). Piec w temp. 175 st.C. około 1 godzinę.
Wystudzony sernik można oblać polewą czekoladową lub polukrować.

Makowiec1

Makowiec

Po świątecznej krzątaninie pora w końcu odetchnąć i wstawić kilka przepisów ;-) Na początek jedno z najpopularniejszych (zaraz po pierniku) ciast bożonarodzeniowych , czyli makowiec. Przygotowuje się go (a właściwie JE , bo będzie ich kilka) dzień wcześniej , tak , że później jest mniej pracy. Poza tym ciasto po leżakowaniu w lodówce bardzo fajnie się wałkuje i nie trzeba go mocno podsypywać mąką.


Ciasto:

- 1 kg mąki
- 5 dag drożdży
- 5 jaj
- 1 szkl. cukru
- 1/2 szkl. śmietany
- 3/4 szkl. mleka
- 1 kostka margaryny lub masła
- szczypta soli

Drożdże rozetrzeć ze śmietaną , margarynę rozpuścić , jaja ubić z cukrem. Mąkę przesiać , dodać drożdże ze śmietaną , ubite jaja , mleko , sól i tłuszcz. Dobrze wyrobić i wstawić na noc do lodówki.

Masa makowa:
- 50-80 dag maku (ja na połowę porcji dałam 30 dag)
- 20 dag cukru
- 10 dag margaryny
- 2-3 jaja (zależnie od ich wielkości i ilości maku)
- 1/2 szkl. miodu
- rodzynki
- posiekane orzechy

Mak zalać gorącą wodą i zostawić na noc. Następnego dnia odsączyć i zemleć 3-krotnie przez maszynkę. Margarynę rozpuścić , żółtka ubić z częścią cukru , miód zagotować i zaparzyć nim białka ubite z resztą cukru. Wszystkie składniki masy razem wymieszać.
Ciasto podzielić na 4-6 części (z połowy porcji wyszły mi dwa 33-centymetrowe makowce). Każdą z nich rozwałkować , posmarować masą makową , zwinąć jak roladę (końcówki lekko podwinąć pod spód) i zawinąć w pergamin pozostawiając kilka centymetrów wolnej przestrzeni , żeby makowce miały miejsce na wyrośnięcie (nie należy jednak zawijać zbyt luźno , bo mogą podczas pieczenia popękać). Tak przygotowane makowce pozostawić do wyrośnięcia , a następnie piec ok. 45 minut w temp. 180 – 200 st.C. Wystudzić i polukrować (cukrem pudrem wymieszanym z sokiem cytrynowym).

kartka-swiateczna

Życzenia

Wszystkim odwiedzającym mojego bloga…